Obudziłam się cała mokra w swoim łóżku. Co za chory sen. Sięgnęłam ręką na szafkę nocną z zamiarem sprawdzenia godziny na moim telefonie. 2:48. Wstałam skierowałam się do łazienki i wzięłam szybki, zimy prysznic. Ubrałam nową piżamę i wróciłam do łóżka. Bardzo szybko wróciłam do krainy Morfeusza. Z samego rana obudził mnie telefon. Dzwonił Tymon. Zaspana odebrałam. Chłopak mówił szybko i nie składnie. Nie zdążyłam nic z siebie wydusić, a on się rozłączył. Mógł przynajmniej poczekać aż coś odpowiem ale nie powiedział co miał powiedzieć i się rozłączył. Tą rozmowę można na pewno zaliczyć do monologów. Leniwie wstałam z łóżka i wykonałam poranną toaletę. Zeszłam ze schodów i już miałam się kierować do kuchni, gdy znów ,,wciągnęła'' mnie ta ściana. Nie wiem ile tak stałam ale z tego transu wyciągnął mnie Michał rzucając we mnie miękką piłką Frugo.
- Ej - warknęłam udając obrażoną
- No co? - udał zdezorientowanego
- Haha bardzo śmieszne - zaakcentowałam mój śmiech i udałam się do kuchni.
Po śniadaniu postanowiłam się wybrałam się do sklepu ojca Tymona. Dawno tam nie byłam a to co się wydarzyło. Muszę to wyjaśnić. Byłam już przy budynku kiedy usłyszałam, że ktoś się przewraca. Odwróciłam się i zobaczyłam Janka leżącego na chodniku. Pewnie poślizgnął się na lodzie.
- Widzisz karma Cię dopadła - z uśmiechem podbiegłam do niego z chęcią pomocy
- Bardzo śmieszne. Ciekawe kto będzie się śmiał ostatni - chłopak złapał mnie za rękę i pociągnął do siebie.
Wylądowałam na tyłkiem na zimy chodnik. Nie powiem trochę bolało. Oboje wybuchliśmy śmiechem. Po czym zaczęliśmy powoli wstawać.
- Gdzie szłaś? - spytał Janek
- A przejść się - wzruszyłam ramionami otrzepując się ze śniegu, nie mogłam mu nic powiedzieć
- To może przejdziemy się razem? - uśmiechną się do mnie
- Tyle czasu już idziemy razem więc to nie zrobi dla mnie żadnej różnicy - ruszyłam w stronę parku
- Mi chodził o spacer - speszył się lekko
- Trzeba było zadać mi to pytanie pod domem, a nie się skradasz i myślisz, że Cię nie widzę - odpowiedziałam mu i przyspieszyłam kroku, on też
- Przepraszam może Ci to jakoś wynagrodzę - złapał mnie za rękę i zatrzymał, sam stanął na wprost mnie.
Był tak blisko, że mogłam poczuć jego oddech. Patrzał mi głęboko w oczy, a ja starałam się uciec od jego wzroku. Nie wiem ile tak staliśmy ale w oddali zobaczyłam lodowisko.
- Wiem jak możesz mi to wynagrodzić - ledwo co wydusiłam z siebie te słowa
- Jak? - zapytał tak normalnie ale w tamtej chwili było to tak pięknie, że prawie się rozpłynęłam
- Chodźmy na lodowisko - wtrąciłam i oderwałam się od chłopaka wskazując jedną ręką w stronę lodowiska.
Teraz gdy o tym myślę to był zły pomysł. Przecież ja nigdy nie jeździłam na łyżwach. Dotarliśmy na miejsce. Jasiek poszedł wypożyczyć nam łyżwy. Ubierałam je bardzo powoli.
- Co ty robisz? - chłopak stanął obok mnie już w założonych łyżwach
- Ubieram łyżwy - wzruszyłam ramionami
- Brawo robisz to wolniej o żółwi - zaśmiał się
- Ale żółwie nie noszą łyżew - zrobiłam skrzywioną minę
- No właśnie! - złapał mnie za rękę gdy już ubrałam łyżwy.
Jaś wjechał ze mną w sam środek lodowiska po czym puścił mnie, a ja z zamkniętymi oczami jechałam uderzając o jeżdżących ludzi obok mnie. Nagle poczułam przeszywający ból. Otworzyłam oczy nade mną widziałam Janka który podnosi mnie powoli do góry. Stanęłam przy barierce i złapałam się niej.
- Miałaś miękkie lądowanie? - mierząc mnie od góry do dołu
- Czuła się tak jakbym upadała na poduszki - powiedziałam z sarkazmem
- Nie złość się trzeba było od razu powiedzieć, że nie umiesz jeździć - zaśmiał się
- Myślałam, że to widać po moim zachowaniu - odwróciłam się napięcie
- Dobra, dobra chodź nauczę cię - złapał mnie za obie ręce i zaczął instruować.
Pokazywał jak mam ruszać nogami, w jakiej pozycji mam jeździć i takie różne pierdoły. Jakoś tam mi wychodziło ale cały czas Jaś trzymał mnie za rękę. Puścił mnie i odjechał. Ja już jechałam sobie na luzie. Nie sądziłam, że mnie nauczy. Nagle jakiś mały chłopczyk potrącił mnie. Ja jako początkująca zaczęłam się kręcić w kółko bo nauczyłam się nie upadać. Nagle ktoś złapał mnie za rękę i kręcił się razem ze mną. Był to Tymon. Chwile się pokręciliśmy i jechaliśmy spokojnie.
- Co tu robisz? - zapytałam chłopaka
- Właśnie mijałem to miejsce, gdy zobaczyłem Ciebie. Głupio się tak nie przywitać - wzruszył ramionami i się uśmiechną.
Nagle podjechał do nas Jaś. Był wyraźnie zdenerwowany i miał zaciśnięte pięści.
- Co tu się dzieje? - zapytał Janek
- Nic, a co ma się dziać? - spytałam chłopaka
- Znowu on - zmierzył Tymona złowrogim spojrzeniem
- Nie spinaj się tak koleś - wyluzowany odparł Tymek
- Zaraz ci pokarzę koleśa - już brał się do bójki
- Spokój! - krzyknęłam - Jesteście normalni - warknęłam i ruszyłam w stronę wyjścia
Co im znowu odbija. Jasiek chce się bić z byle powodu, a Tymon chce mu pokazać, że jest lepszy. Założyłam swoje botki i ruszyłam w stronę domu. Żaden z chłopaków za mną nie szedł i nie obchodzi mnie co zrobili. Mam ich gdzieś. Małe dzieci. Zanim wróciłam do domu weszłam do sklepu pana Remigiusza.
- Dzień Dobry! - krzyknęłam
- Witaj Izabello - odparł pan Remigiusz
- Mam na imię Łucja - poprawiłam go
- Przepraszam tak bardzo przypominasz swoja matkę - spojrzał na mnie zamyślony
- Nic nie szkodzi niech pan mnie nazywa Izabella. Ładne imię - wzruszyłam ramionami - Co? Moją matkę? Pan ją znał? - zorientowałam się, że mnie porównał do mojej mamy
- Słyszałem, że twój medalik się świecił - podał mi gorącą czekoladę i ciasteczka
- Tak ale skąd pan znał moją mamę - wymachiwałam rękoma w różne strony
- Czyli mówisz, że twój medalion zaświecił - udawał, że nie słyszy moich pytań - Jesteś gotowa - rozsiadł się wygodnie w fotelu
- Gotowa? Na co? Po co? Co z moją matką? - Zadawałam mnóstwo pytań
- Jesteś taka sama jak twoja matka Izabella, Łucjo - zaśmiał się - uspokój się to Ci wszystko opowiem.
=/\./\= =/\./\= =/\./\=
Witajcie! Przepraszam za tak długa nieobecność. Zachęcam do komentowania. Nie wiem jak będą się pojawiały rozdziały. Mogę powiedzieć, że 15 jest już w trakcie pisania ale nie wiem ile może to potrwać. Miłego piątku :D