Perspektywa Łucji
Usłyszałam dźwięk telefonu. Byłam przekonana, że to telefon Michała. Ten głupi telefon może obudzić nawet zmarłego ale teraz się zastanawiam czy to źle czy dobrze. Nie mogłam się ruszyć. Moje ciało było jak przykute do łóżka lecz z biegiem czasu odzyskiwałam władze w poszczególnych częściach ciała. O tworzyłam oczy z zamiarem zorientowania się gdzie jestem. Ostatnie co pamiętam to zaniepokojoną i lekko zdenerwowaną twarz Jaśka. O ironio. Kto by się tego spodziewał, że pierwsze co zobaczę po przebudzeniu to właśnie jego z tą samą mimiką twarzy tylko teraz utopiłam się w jego czekoladowych oczach.
- Co robisz? - zapytałam nie odrywając od niego wzroku
- Ja? Nic - chłopak speszył się lekko - Zaraz przyjdzie Michał - dodał szybko
- Co Michał! O nie zrobi mi lekcję dlaczego nie byłam w domu - podniosłam się do pozycji siedzącej i schowałam twarz w dłonie
- Nie martw się tak. Powiedziałem, że szłaś do mnie do domu i zemdlałaś. Uwierzyli mi - powiedział podnosząc moją głowę do góry
- Dziękuję ale co ja im powiem - miałam totalną pustkę w głowie
- Możesz powiedzieć, że się gorzej poczułaś, a nie było nikogo w domu więc postanowiłaś przyjść do mnie powiedzieć o swoim stanie, a jak będą się o coś wypytywać to mówisz, że po prostu nie pamiętasz. Proste - wzdrygnął ramionami po czym do pokoju wszedł Michał
- Mała! Obudziłaś się - zaczął mnie przytulać
- Żyję, a tak przy okazji który dzisiaj - zapytałam z ciekawości
- 23 grudnia jutro wigilia - wypuścił mnie z uścisku i usiadł na łóżku tuż obok mnie
- Co?! Ja chcę do domu! Nie spędzę świąt w ,,więzieniu''. Już się dobrze czuję - chciałam zejść z łóżka i wyjść.
- Spałaś nie całe dwa dni. Nie wiemy czy twój stan jest stabilny - wyciągnął telefon i zaczął wystukiwać numer, pewnie będzie dzwonić do rodziców
- Sam jesteś nie stabilny - na moje słowa Jasiek się zaśmiał
- Nic takiego nie powiedziałem - oburzył się na żarty i do sali wszedł lekarz
- Witam młoda panienkę. Jak się spało - słyszałam sarkazm w głosie lekarz
- Jestem jak nowonarodzona mogę już iść do domu?- zrobiłam maślane oczka
- Widzę, że twój stan się polepszył. Nie widzę przeciwwskazań ale musisz przez całe dwa tygodnie przebywać w ciepłym pomieszczeniu, codziennie popijać trzy razy dziennie gorącą herbatę, dużo jeść ale nie za dużo o granicz tłuste potrawy, leżeć w łóżku, nie przemęczać się. Dobrze? - nadawał jak katarynka jednocześnie notując coś w notesie więc ja tylko powtarzałam ,,tak, dobrze'' jednocześnie twierdząco kiwając głową.
- Uważaj z tą głową bo ci odpadnie i będzie trzeba tu wrócić - Jasiek opierając się o ścianę nie mógł zdjąć tego ,,banana'' ze swojej twarzy
- Nigdy więcej. Bądź spokojny i lepiej uważaj na siebie - powiedziałam cwaniaczko się do niego uśmiechając
- Niech twoi rodzice przyjadą i po ciebie nie możesz wychodzić na dwór więc przyda ci się porządna eskorta - zaśmiał się lekarz.
Cała trójka wyszła z sali, a ja zaczęłam się ubierać i pakować swoje rzeczy chociaż nie miałam ich za dużo. Wszystko minęło szybko. Raz dwa byłam w domu. Leżałam na łóżku wpatrując się w sufit. Była godzina 02:00, a ja nie byłam zmęczona. Nic dziwnego. Spałam tak długo, a teraz nie mogę spać. Księżyc w pełni jest taki piękny na bezchmurnym niebie. Śnieg jest tak biały. Wpatrywałam się w widok za oknem. Niebo, budynki, krajobraz. Zatrzymałam się na jednym z okien, w którym paliło się światło.
=/\./\= =/\./\= =/\./\=
Witajcie dzisiaj trochę krótszy rozdział. Wiecie jak to jest :D Już za 10 dni wakacje i trzeba sobie jakąś przystępną średnią wyrobić. Piszcie komentarze a z pytaniami wchodźcie na mojego aska http://ask.fm/OLEEEOMBREEE
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz