niedziela, 31 maja 2015

Rozdział 7.

 Miesiąc później

Jest sobota i dzisiaj spadł śnieg. Nic dziwnego przecież jest grudzień, a w grudniu to normalne, że pada śnieg. Gdy wyjrzałam przez okno poczułam się jak w magicznej krainie bieli. Gdzie nie spojrzałam rzucał mi się w oczy biały puch, który spowił świat. Niesamowite jak świat może być piękny. Najchętniej siedziałabym przez całe życie przy oknie wpatrzona w piękny kraj obraz ale niestety muszę funkcjonować. Nagle podskoczyłam ze strachu. W moje okno ktoś rzucił śnieżkę. To oczywiście był Janek. Przez ostatni miesiąc zaprzyjaźnił się z moim bratem i nie ma dnia żeby u nas nie przesiadywał. Jak dłużej o tym pomyśleć to z Jaśka całkiem spoko koleś. Zachowuje się tak samo jak Michał. Maja takie same zainteresowania. Jak bliźniacy tylko inaczej wyglądają. Otworzyłam okno i krzyknęłam do chłopaka
- Wystraszyłeś mnie palancie! - ściągałam resztki śniegu z szyby z zamiarem trafienia w Janka ale coś mi nie wyszło.
- Oj przepraszam, chciałem zapytać czy jest Michał ale gdy cię zobaczyłem nie mogłem się powstrzymać aby Cię nie wystraszyć - roześmiał się głośno
- Jest. Wchodź. - odparłam, zamykając okno
Po chwili usłyszałam jak ktoś wbiega po schodach na górę. Moje drzwi się otworzyły i do pokoju wyszli chłopcy z rękoma za plecami i cwaniackim uśmieszkiem. Rzucili się na mnie i natarli moją twarz śniegiem. To nie było do końca dla mnie zabawne. Zimny śnieg sprawił, że strasznie piekła mnie twarz. Jak zwykle byłam oszołomiona i czerwona jak burak, a moje oczy się zaszkliły. Jestem bardzo wrażliwa choć na pierwszy rzut oka tego po mnie nie widać. Uciekłam do łazienki po czym zaczęłam przemywać twarz ciepłą wodą i powstrzymywać łzy spływające po moich policzkach. Usłyszałam pukanie w drzwi
- Mała wyjdź - słyszałam głos Michała
- Nie chcieliśmy żebyś płakała - dobiegł do mnie także głos Jaśka
Zorientowałam się, że nie zamknęłam drzwi łazienki na klucz i chyba Janek też się zorientował i zdążył otworzyć drzwi nim ja zdążyłam je zamknąć. Wparował do łazienki i zaczął mnie przytulać i przepraszać. Gdy to zrobił moje łzy wypłynęły strumieniem na wierzch. Słyszałam jak chłopaki się podśmiechują. Odkleiłam się z trudem od Jaśka wytarłam łzy i powiedziałam
- Jesteście z siebie zadowoleni? Bawi was to? - powiedziałam z wyrzutem
- Nie. Mnie bawi to, że pierwszy raz widzę Cię, że się nie denerwujesz tylko szczerze płaczesz - głaskając mnie po głowie powiedział Janek
- Pierwszy i ostatni - powiedziałam poważnym tonem Jaś i chłopaki wybuchli śmiechem i wyszli z mojego pokoju.
Ja ogarnęłam się i porozmawiałam przez telefon z Tori. Rzadko się odwiedzamy, bo Wiktoria mieszka w innym mieście. Wyprowadziła się tam ze swoim tatą po śmierci mamy ale nie chciała opuszczać szkoły. Była strasznie zaskoczona i chciała przy mnie być i dogadać chłopakom ale uspokoiłam ją i powiedziałam, że może się wyżyć w poniedziałek w szkole. Zeszłam do kuchni i zjadłam owsiankę chociaż już było po dwunastej. Postanowiłam wyjść z Frugo na spacer.

Perspektywa Janka

Było mi bardzo przykro jak Łucja  zareagowała. Nie chciałem sprawić jej zawodu. Po przeprosinach ruszyliśmy z Michałem do salonu. Rozsiedliśmy się wygodnie na kanapie i włączyliśmy konsolę. Graliśmy w jakąś wyścigówkę i głośno się śmialiśmy z naszej fatalnej rozgrywki. Fajnego mam sąsiada, a teraz już przyjaciela. Usłyszeliśmy zatrzaskujące się drzwi. Nie zwróciliśmy na to uwagi. Graliśmy już sporo czasu, a ja musiałem wracać do domu, bo się zbliżały święta i oczywiście trzeba pomóc posprzątać dom. Pożegnałem się z przyjacielem i wyszedłem z domu. W drodze zauważyłem Łucję. Bawiła się ze swoim pupilem. Podziwiała śnieg i wpatrywała się w śnieżny krajobraz. Wydawało mi się jakbym oglądał film. Jej ruchy były delikatne, a ona cała wyglądała jaj laleczka. Spojrzałem na nią i nie wiedziałem co zrobić. Czułem jak przeszywa mnie jej radość. Nie zapomniane uczucie. Pierwszy raz czułem coś takiego. Nagle dziewczyna spojrzała na mnie i uśmiechnęła się ciepło i zapytał
- Na co się patrzysz?
- Ja? Na nic po prostu spojrzałem się tak odruchowo - strasznie się speszyłem
Nie wiedziałem co odpowiedzieć. Czułem jak się czerwienie ale mi to nie przeszkadzało. Moją uwagę zwrócił przepiękny uśmiech Łucji, który dziewczyna kierowała w moją stronę. Odwzajemniłem uśmiech.
- Pa - machnąłem ręką na pożegnanie
- Do zobaczenia Jasiu - powiedziała dziewczyna
Ma tak słodki głos, a w dodatku pierwszy raz powiedział do mnie zdrobniale ,,Jasiu''. To była chyba najlepsza nasz konwersacja. Mimo tego, że była tak krótka dała mi tak wiele radości. Wszedłem do swojego pokoju, usiadłem przy oknie. Widziałem jak Łucja nadal bawi się z psem, jak biję od niej radość. W myślach ciągle miałem jej piękny uśmiech. Co ja gadam? Przecież to siostra mojego kumpla. Co mi odbija? Znamy się przecież tylko miesiąc, a ja dopiero dziś dojrzałem w niej coś czego nie widziałem wtedy na stołówce. Od wpatrywania się w widok zza okna wybił mnie głos mojego ojca abym poszedł z bratem po choinkę. Przecież już za tydzień Boże Narodzenie.


=/\./\= =/\./\= =/\./\=
 
Jak tam wrażenia po przeczytaniu tego rozdziału. Podoba wam się? Piszcie w komentarzach.
Pytania klikajcie tu http://ask.fm/OLEEEOMBREEE

sobota, 30 maja 2015

Rozdział 6.

Obudziłam się z zeszytem na twarzy. Masakra. Nie mogę wytrzymać. Ciekawią mnie wyrwane strony ale nie mogę na to nic poradzić. Była godzina 5:30 rano postanowiłam przebiec się do miejsca, w którym znalazłam pamiętnik. Tak jak przypuszczałam nic nie znalazłam. Wróciłam do domu. Przy zdejmowaniu butów usłyszałam głos mojego brata dobiegający z salonu. Jest godzina 7:00, a on już na nogach, a w dodatku gada sam do siebie. Chciałam już krzyknąć, że wróciłam kiedy usłyszałam drugi męski głos. Nie zważając na nich ruszyłam truchtem do swojego pokoju aby się przebrać. Idąc do kuchni z zamiarem zabrania śniadania do szkoły zahaczyłam plecakiem o bardzo stary wazon, który stał tam odkąd pamiętam. Przedmiot spadł i rozbił się na pełno małych kawałeczków. Wśród rozbitej porcelany moją uwagę zwróciłam kartka złożona w mały kwadracik. W tym samym czasie, gdy podnosiłam ją z ziemi poczułam jak ktoś łapię mnie za ramię i odpycha do tyłu. Zdążyłam kartkę schować do kieszeni dżinsów.
- Co ty robisz? Chcesz się pokaleczyć? - z wyrzutem patrzył na mnie Michał
Nie wiedziałam co się dzieję. Czułam się jakby cały świat zwolnił. Wszystko działo się tak leniwie. Zdezorientowanym wzrokiem spojrzałam na brata i chłopaka, który wyszedł razem z nim z salonu.
- Co? Jjja Ja chciałam posprzątać - nie będę mówiła, że znalazłam kartę w wazonie. Pomyśli, że zgłupiałam.
- Nie kłam idź lepiej po miotełkę i szufelkę trzeba to sprzątnąć ale dobrze - wskazał palcem na kuchnie.
Wstałam i wypełniłam polecenie. Michał zaczął sprzątać.
- Mówiłem, że przy tobie nie mnożna ominąć problemów - szturchnął mnie Jasiek i zaczął się śmiać, a razem z nim również Michał.
- No widzisz takie życie - warknęłam w jego stronę - Co ty w ogóle robisz w moim domu?
- Naszym - wtrącił Michał - to jest nasz sąsiad
- O tej godzinie? - pytającym wzrokiem przeszyłam Michała na wylot
- Chodzimy do jednej klasy. Jasiek to spoko gość. Co tak się bulwersujesz mała? - z uśmiechem odpowiedział
- Nie jestem mała! - spojrzałam na niego z cwaniackim uśmieszkiem
- A więc jesteś mała - powiedział Janek - nie mam zamiaru się kłócić z sąsiadami. Poznajmy się jeszcze raz. Witaj droga sąsiadko nazywam się Jan - wyciągnął w moją stronę dłoń
- Ja zwę się Łucja sąsiedzie - jeśli uważa to za zabawę to ja też się pośmieję podałam mu rękę.
- Jak słodko - odparł Michał
- Muszę iść do szkoły do zobaczenia panowie - pomachałam dłonią chłopaka i wyszłam z domu. Serio mam się z nimi bawić jak z dziećmi? Jeśli tego chcą nie ma problemu. Wsiadłam na rower i pojechałam do szkoły. Jak  zwykle nudy przecież to szkoła. Wróciłam do domu z Tori. Opowiedziałam jej wszystko co się dzisiaj stało, a potem pokazałam jej zeszyt.
- To bardzo interesujące - kartkowała dziennik
- Mnie tez ten pamiętnik intryguje - patrzałam na dziewczynę
- Ale ja nie mówię o tym starym, brudnym zeszycie tylko o tobie i twoim nowym kolegą Janie - powiedział z uśmiechem na twarzy
- Daj spokój on to tylko kumpel Michała. Takie samo dziecko jak i on. - odpowiedziałam z zażenowaniem
- No co ty masz całkiem przystojnego nowego sąsiad - spojrzała w stronę okna na przeciwko mojego.
Rzuciłam w nią poduszką i zaczęła się wojna na poduszki. Gdy zmęczone opadłyśmy na moje łóżko przypomniało mi się, że schowałam kartkę do kieszeni spodni ale skoro Wiktorię to nie obchodzi, bardziej ją interesuję moje życie emocjonalne. Postanowiłam, że nie będę o tym z nią więcej gadać i dam sobie spokój z tym pamiętnikiem. Nagle usłyszałyśmy dźwięk dzwonka telefonu Tori. Dziewczyna szybko wstała i powiedział, że musi już iść. Pożegnała się ze mną i wyszła z mojego pokoju.  To trochę dziwne ale to przecież Tori ona jest trochę szalona. Pobawiłam się trochę z Frugo i wlałam jej do miski wody żeby się napiła. Zjadłam kolację z Michałem znów samotnie, bo nasi zastępczy rodzice wrócą dopiero za dwa miesiące. Poszłam do swojego pokoju i położyłam się na łóżku i zasnęłam słuchając muzyki. Uwielbiam słuchać muzyki do snu.


=/\./\= =/\./\= =/\./\=
 
Już szósty rozdział. Jak tam samopoczucie? Ja z góry przepraszam za ten rozdział ciężko go mi się pisało. To jest po prostu nie do uwierzenia ale mam nadzieje, że wam się spodoba :D Pytania ask: http://ask.fm/OLEEEOMBREEE

niedziela, 24 maja 2015

Rozdział 5.

Perspektywa Janka

Szedłem obok dziewczyny w milczeniu. Miała długie, kręcone, brązowe włosy. Lekko się trzęsła nic dziwnego, przecież miała na sobie krótkie spodenki i koszulkę na krótki rękaw. Nie mogę wytrzymać w milczeniu tak długo. Już przy sprzątaniu nic się do siebie nie odzywaliśmy. Pomyślałem, że o czymś do niej zagadam ale spostrzegłem, że do końca się nie poznaliśmy. Pamiętam, że cała klasa się przedstawiała ale nie dosłyszałem jej imienia.
- Janek jestem - przedstawiłem się niepewnie.
- Łucja - usłyszałem jej cichy głos
Nie możliwe, że tylko tyle udało nam nie wypowiedzieć przez ten cały czas, a do domu spod szkoły mam godzinę drogi z buta. Tak zresztą kierowała mnie mama, jakbym się spóźnił na autobus i o proszę jak wyczuła chwilę. Pomyślałem, że odprowadzę Łucje do jej domu żeby nie wracała sama, bo dzisiejszej nocy było chłodno i ciemno. Przecież to początek listopada za niedługo możliwe, że spadnie śnieg. Tylko ja jestem taki, że przeprowadzam się do nowego miasta przy końcu drugiego semestru roku szkolnego.
- Gdzie mieszkasz? - chciałem wiedzieć jak daleko będę szedł.
- Na Bukowym. - odpowiedziała.
- To się świetnie składa! - z uśmiechem na twarzy odpowiedziałem dziewczynie
- O co chodzi? - spojrzała na mnie swoimi ciemnymi oczami pytająco.
- Ja, właśnie tam mieszkam! - oznajmiłem jej radośnie.
Ona stanęła przez chwilę spoglądając przed siebie ruszyła dalej, nic nie odpowiadając. Ja postanowiłem też za dużo się nie odzywać, może to jakaś psychopatka. Przeszliśmy dopiero piętnaście minut drogi, gdy wyciągnąłem telefon z kieszeni, a na nim ,,6 Nieodebranych połączeń od: MAMA''. Zapomniałem jej napisać, że zostaje po lekcjach. Pewnie się denerwuje.
- Halo! Mama? - zapytałem do słuchawki, aż Łucja spojrzała na mnie.
- Janek, dziecko drogie, gdzie ty jesteś do cholery? Chcesz mnie przy prawić o zawał? - mówiła zdenerwowanym tonem głosu do mnie.
Co z tego, że mam już 18 lat ona będzie mnie traktować jak dziecko, które jest samo i się zgubiło.
- Spokojnie, idę do domu będę za jakieś pół godziny - odpowiedziałem jej.
- Sam! O tej porze. Powiedz gdzie jesteś, a przyjadę po ciebie - słyszałem dźwięk opadających kluczy.
- Idę z koleżanka, pa - odpowiedziałem i rozłączyłem się.
Po chwili dostałem SMS'a:
     Mama:
Tylko mi się tam nie szlajać po mieście! Odprowadź koleżankę i do domu!

Perspektywa Łucji

Nie może on wytrzymać paru minut w ciszy. Nawet z mamą sobie gawędzi, a w dodatku mieszak na tym samym osiedlu co ja. Niemożliwe! Szłam już z nim sporo czasu, tak zresztą mi się wydawało, a przecież to tylko godzina drogi. Nagle do moich oczu dobiegł widok światła z okna budynku obok mojego domu, w którym od dawna już nikt nie mieszkał. Razem z Jankiem podeszliśmy do mojej furtki.
- Widzisz to światło z okna? - wskazał na okno, które mieściło się na przeciwko okna do mojego pokoju.
Mój dom i ten obok były to jedyne budynki budowane w tym mieście jako lustrzane odbicie.
- Tak i co z tym oknem? - zapytałam od niechcenia
- Mieszkam tam! - powiedział radośnie.
Nie mam już sił męczyć się z nim. Powiedziałam pa i weszłam do mojego domu. Od razu powitała mnie Frugo. Usłyszałam głos dobiegający z salonu.
- Mała, od kiedy to tak się późno wraca do domu? - krzyknął mój brat Michał
- Jestem młodsza od Ciebie tylko o  5 minut nie oznacza to, że musisz do mnie mówić MAŁA drogi braciszku - powiedziałam z sarkazmem.
Mieszkam z nim sama, czasem przyjeżdżają rodzice. Pracują za granicą, a że ja i Michał jesteśmy w tym samym wieku 18 lat to zostawili nas żebyśmy skończyli szkołę. Rodzice tak naprawdę nie są naszymi biologicznymi rodzicami. Gdy mieliśmy po 2 lata wracaliśmy z rodzicami od dziadków. Jakiś pijany kierowca wjechał w nas i wypchnął nas z drogi. W wypadku zginęli nasi rodzice, a my trafiliśmy do domu dziecka. Pani Agnieszka i Pan Marek, którzy nas zaadoptowali byli bardzo dobrymi rodzicami nawet zamieszkali w domu, w którym mieszkaliśmy z rodzicami. Przyzwyczailiśmy się, że mówimy na Panią Agnieszka i Pana Marka - mama i tata ale nadal pamiętamy o naszych rodzicach i chodzimy na ich grób. Chociaż nie pamiętamy za bardzo jak wyglądali to czujemy dziwną więź z domem, ich grobem, miejscem wypadku i ze sobą.
- Fajnie się sprzątało? - musi zawsze mi dopiec. Wie o wszystkim, chodzi przecież ze mną do klasy
- Cudownie - powiedziałam z zażenowaniem.
Dałam jeść suczce i poszłam do swojego pokoju. Wyciągnęłam zeszyt i znów zaczęłam go czytać i zastanawiać się gdzie mogą być wyrwane strony i czy jego autorka nadal żyje? Dziennik mnie bardzo zaintrygował. Ciekawe co powie na to Tori?


=/\./\= =/\./\= =/\./\=
 
Mam zamiar wstawiać rozdziały w soboty i niedziele. Może kiedyś się to zmieni. Jak wam się podobał dzisiejszy rozdział. Poznaliście trochę przeszłość bohaterki, a co z jej przyszłością? Oto jest pytanie. Macie pytania tu jest mój ask: http://ask.fm/OLEEEOMBREEE

sobota, 23 maja 2015

Rozdział 4.

Moim zdaniem ta lekcja trwała nieskończoność. Gdy do moich uszu dobiegł dźwięk głośnego szkolnego dzwonka myślałam, że śnie. Wyszłam z Tori z klasy i ruszyłyśmy na stołówkę, bo była przerwa obiadowa. Poszłyśmy zająć nasze miejsca. Wiktoria szybko skoczyła po sztućce. Ja przejmując inicjatywę zaproponowałam, że przyniosę nasze dania. Jak zwykle do najlepszych potraw to nie należało. Rzadko jem coś ze szkoły. Biorę sobie drugie śniadanie z domu ale dzisiaj zapomniałam. Wracałam z tacą, na której były dwa talerze z jakąś zieloną breją. Byłam jakieś pięć kroków od naszego stolika, gdy nagle wbiegł we mnie jakiś nieznajomy chłopak o ciemnych oczach i włosach. Moje i jego danie wylądowało na mnie.
- Idiota! - wrzasnęłam w jego stronę.
- Hola hola koleżanko, gdybyś nie weszła mi w drogę to miał bym obiad, a teraz zostałem bez jedzenia - posłał mi uśmieszek.
- Odbiło ci! Gdybyś szedł normalnie i nie biegł to byś mnie ominą bez problemu - odpowiedziałam z zażenowaniem.
- ,,bez problemu''! - zacytował mnie - Ciebie nie da się ominąć bez problemu.
Co on sobie myśli?! Nawet mnie nie zna. Momentalnie straciłam ochotę na jedzenie. Odwróciłam się do niego tyłem i ruszyłam z Wiki, która podbiegła do mnie w stronę wyjścia ze stołówki. Nagle poczuła jak ktoś łapię mnie za ramię.
- Gdzie ty idziesz? - chłopak spojrzała na mnie z pytającym spojrzeniem.
- Jak najdalej od Ciebie! - odpowiedziałam.
- Nie mam zamiaru robić coś z tobą! Jak chcesz sprzątaj sobie sam ,,drogi kolego'' - wściekła wyszłam za drzwi. Razem z Tori poszłyśmy do mojej szafki. Na szczęście miałam tam strój od w-fu i mogłam się w łazience przebrać. W kabinie toalety przebierając się narzekałam Wiki na ten incydent:
- Co za palant! Co on sobie myśli? Jakiś idiota i jeszcze mam to sprzątać, gdyby nie on byłabym czysta i nie byłoby sprawy - prawie krzyczałam to mówiąc do przyjaciółki.
- Lucy, spokojnie nie unoś się. Chłopak dziwny jest ale nie jest wart żebyś się przez niego tak denerwował - spokojnym głosem mówiła Tori lekko się podśmiechując.
- Czy ty się śmiejesz? - zapytałam wychodząc z kabiny.
- Taaaak! Musisz przyznać, że to był bardzo śmieszny widok! - wybuchła śmiechem i ja razem z nią.
- Masz racje ale co to właściwie za koleś? - pierwszy raz ktoś mnie tak zdenerwował.
- Może to ten nowy co będzie chodził do naszej klasy? Chociaż to mogłoby być dziwne bo nie widziałam go na żadnych lekcjach dzisiaj - odpowiedział i zamyśliła się.
- Mam nadzieję, że nie spotkam go już dzisiaj więcej - powiedziałam wchodząc na szkolny korytarz w krótkich czarnych spodenkach i białej koszulce na krótki rękaw.
- Nie sądzę - jak zwykle spokojnie odpowiedział mi Tori.
Akurat mieliśmy biologię z naszą wychowawczynią więc można było trochę się wyluzować, bo pani jest spoko. Zawsze można z nią pogadać i uczniowie tak się nie stresują na jej lekcjach. Weszłyśmy do klasy i zajęłyśmy swoje miejsca. Weszła nauczycielka z tym samym kolesiem, z którym kłóciłam się na stołówce ciemnookim brunecie z rozczochraną fryzurą. Stanęła z nim na środku klasy i z uśmiechem oznajmiła:
- Kochani oto wasz nowy kolega, który będzie chodził do waszej klasy - powiedziała
- Skoro jest w naszej klasie to dla czego nie było  go na poprzednich trzech lekcjach? - odezwał się największy mądruś w klasie.
- Ponieważ jest w mojej klasie, a ja postanowiła go przedstawić go wam na naszej lekcji oficjalnie. Proszę przedstaw się - zaproponowała nowemu chłopakowi.
- No elo, jestem Janek będę chodził z wami do klasy cieszycie się? - pytającym spojrzeniem zwrócił wzrok na mnie.
- Proszę niech każdy przedstawi się Jankowi - powiedział wychowawczyni.
Każdy się przedstawił, a nowy zajął miejsce tuż za mną. Co za czubek. Ma tyle wolnych miejsc ale akurat musi usiąść za mną. Nagle usłyszałam moje i jego imię wypowiedziane z ust nauczycielki:
- Łucja i Janek sądzę, że już się znacie po incydencie na obiedzie. Zostaniecie po lekcjach i wysprzątacie całą stołówkę za karę - powiedziała stanowczym głosem
- Co? Nigdy! - zaprotestowałam.
- Bez protestów proszę mi tu. Wy obydwoje narobiliście bałaganu i razem go posprzątacie. Po lekcjach zgłosicie się do pani sprzątaczki ona wam wszystko powie - jak gdyby nigdy nic zaczęła prowadzić lekcję.
Nici z mojej historii o dzienniku Wiktorii. Będę musiała spędzić czas w szkole. Wszystko przez tego idiotę. Ostatnie lekcję minęły bardzo szybko pożegnałam się z Tori  przy wyjściu ze szkoły. Ona wsiadła na rower i pojechała do domu, a ja ociężałym krokiem skierowałam się na stołówkę. W pomieszczeniu był już Janek ze sprzątaczką.
Jeśli jesteśmy w komplecie możecie zaczynać porządki - powiedział sprzątaczka.
Podała nam ścierki, miotły i mopy, a potem wyszła.
- Fajne ciuchy! Dlaczego się przebrałaś? - zażartował Janek
- Nie denerwuj mnie już dzisiaj! Chcę to szybko skończyć i wracać do domu. - odpowiedział
Chłopak nic nie odpowiedział. Zabraliśmy się do roboty. W sumie minęło bardzo szybko myślałam, że będzie się to ciągło w nieskończoność. Oddaliśmy rzeczy sprzątaczce i wyszliśmy ze szkoły. Poszłam na przystanek autobusu spoglądając na godzinę w moim telefonie była 18:05. Spojrzałam na rozkład okazało się, że ostatni autobus był o 18:00. W takich chwilach żałuję, że nie pojechałam do szkoły rowerem.
- Cholera! - krzyknęłam
- Coś się stało? - usłyszałam męski głos zza mich pleców.
- Nic! - odpowiedziałam i ruszyłam w stronę mojego domu.
- Zaczekaj! - słyszałam zdyszany głos chłopaka - Gdzie idziesz?
- Do domu. - odpowiedziałam mu z myślą, że się odczepi.
- To się świetnie składa. Ja mieszkam w tym samym kierunku. - uśmiechnął się gdy w końcu mnie dogonił.
Nie, nie! Krzyczałam w głębi duszy. Nie wytrzymam z nim. Przecież do mojego domu idzie się godzinę. Mam nadzieję, że mieszka gdzieś blisko szkoły, bo jeśli całą drogę będzie mi coś paplał tak jak na stołówce to chyba go zabiję w lesie.


=/\./\= =/\./\= =/\./\=
 
Mamy już 4 rozdział. Jak wam się podoba. Coś mi się wydaję, że Łucja nie przepada za nowym kolegą. Macie jakieś koncepcje co się może stać w drodze powrotnej do domu to piszcie w komentarzach. A tak przy okazji macie pytania wbijajcie tu http://ask.fm/OLEEEOMBREEE
 

niedziela, 17 maja 2015

Rozdział 3.

Znalazłam zniszczony zeszyt. Mało co z niego wyczytałam. Początek jakoś w miarę był czytelny ale po zdaniu:
,,Podobno najlepiej jest w domu ale na pewno nie w tym..''
Całkowicie nie wiem o co w tym chodzi! Reszta zeszytu jest pusta. Wygląda on jakby ktoś z niego powyrywał strony. Napisane pięknym ręcznym pismem. Najdziwniejsze jest to, że znalazłam przedmiot w drzewie. Szłam jak co ranek z moją sunią Frugo. Tak wiem dziwne imię jak dla psa, a w dodatku suczkę. Nazwałam ją tak, dlatego że znalazłam ją jako szczeniaka wałęsającego się pod moim domem. Była wychudzona i maleńka. Zabrałam suczkę do domu i zajęłam się ją jak najlepiej potrafię. Mieszkała u mnie już 2 dni, gdy zorientowałam się, że nie ma imienia. Chciało mi się pić i zabrałam z lodówki butelkę  soku Frugo różowego. Mojego ulubionego. Trzymając butelkę napoju spojrzałam na śpiącego czworonoga. Upijając łyk olśniło mnie. Frugo - moja psina. Tak zostało do dziś. Wracając do starego zeszytu. Tak się zaczytałam, że nie spostrzegłam jak czas mi szybko minął. Była godzina 8:30.
- Świetnie - krzyknęłam z sarkazmem. Jestem spóźniona do szkoły. Zabrałam kajet i pobiegłam z Frugo do domu. Wbiegłam jak burza do swojego pokoju. Nie myśląc o konsekwencjach wbiegłam po prysznic.
- Oczywiście - powiedziałam sama do siebie. Jestem w ubraniu pod prysznicem. Geniusz ze mnie po prostu. Po pięciu minutach uspokajania się wzięłam się w garść. Spokojnie wzięłam prysznic, włożyłam na siebie dżinsy, biły t-shirt, zapinaną czarną bluzę z kapturem. Fascynujące znalezisko schowałam do plecaka. Pożegnałam się z suczką, zbiegłam po schodach. Założyłam swoje białe nike air force i wyszłam z domu zamykając drzwi na klucz. Ruszyłam żwirowaną ścieżką do bramki otwierając ją i zatrzaskując wskoczyłam na chodnik i ruszyłam w stronę przystanku autobusowego. Zwykle jeżdżę do szkoły rowerem ale po mojej porannej przygodzie straciłam chęci do jazdy. Dotarłam na przystanek i spojrzałam na rozkład jazdy. Najbliższy autobus miał się pojawić o 10:25. Bałam się spojrzeć na zegarek. Znając moje szczęście pewnie jest 10:30. Jestem najbardziej pechową osobą na świecie. Z namysłów wybił mnie dźwięk SMS-a. Musiałam go odczytać. Był od mojej przyjaciółki:
     Tori:
Gdzie ty jesteś Lucy?! Nauczyciele się wypytują! Co mam im powiedzieć? Błagam odezwij się!!!!
Jak zwykle za bardzo przewrażliwiona Wiktoria. Moja jedyna osoba godna zaufania.
     Łucja:
Jestem na przystanku. W szkole powiem Ci co się stało :D
Mój wzrok odruchowo skierował się na prawy górny róg mojego telefonu, gdzie widniała godzina. Od razu na mojej twarzy pojawił się uśmiech. Na moim ekranie widniała godzina 10:25. W tej samej chwili pod przystanek podjechał autobus. Wsiadłam do pojazdu kupiłam bilet i zajęłam miejsce. Większy tłok jest rano bo wszyscy jadą do pracy lub szkoły. O tej porze nikogo nie było tylko ja siedząca na fotelu przy oknie. Wpatrywałam się w przemijający krajobraz za oknem, gdy przed moimi oczyma pojawił się zarys szkoły. Powoli skierowałam się do drzwi wyjściowych. Autobus się zatrzymał, a ja wyszłam z niego. Przed szkołą siedziała na ławce Wiki i przeglądała coś w swoim telefonie. Bez zastanowienia podbiegłam do niej i zakryłam jej oczy dłońmi.
- Łucja, ty wariatko - wykrzyknęła z przerażeniem.
- Przepraszam Toriiiii - odrzekłam ze smutną miną.
Po chwili obie nie mogłyśmy opanować śmiechu. Tak już mamy. Gniewamy się na siebie ale po chwili dochodzimy do wniosku, że nie możemy bez siebie żyć.
- Gdzie ty się szlajałaś Lucy? Martwiłam się! Nie dawałaś znaku życia.- zmartwiona spojrzała mi w oczy.
- Byłam pobiegać i znalazłam ... - miałam jej powiedzieć o zeszycie gdy nagle usłyszałyśmy dzwonek na lekcję. Zerwałyśmy się ze swoich miejsc i leniwie ruszyłyśmy w stronę klasy. Na moje nie szczęście była to lekcja geografii. Nienawidzę geografii, a zwłaszcza nauczyciela, który uczy właśnie moją klasę. Uwziął się na mnie belfer jeden. Po wejściu do klasy od razu wziął mnie do odpowiedzi chociaż wiedział, że ostatnią lekcje mieliśmy 2 tygodnie temu, bo ,,biedaczysko'' rozchorował się. Oczywiście dostałam 1. Kto by się tego spodziewał?

=/\./\= =/\./\= =/\./\=
 
Heeejka! Jak wam się podoba taki zwrot akcji? Prolog i pierwsze dwa rozdziały to były kartki z pamiętnika, którego czytała nasza główna bohaterka Łucja. Zostawcie po sobie ślad w postaci komentarza! Oczywiście nikogo do niczego nie zmuszam :D


     

sobota, 16 maja 2015

Rozdział 2

,,Nastał dzień moich dwunastych urodzin. Jak zawsze wróciłam do domu o 13:30. Weszłam do mieszkania, a tam pusto. Zajrzałam do pokoju mojej matki z przerażeniem. Zastałam tam opróżnione szafki i kartkę:

Masz już dwanaście lat. Czas dorosnąć. Ja wyjeżdżam. Nie szukaj mnie. NIGDY!   
              EWA
Niesamowite. Nawet nie odważyła się podpisać MAMA. Czułam się dziwnie. Nie czułam z nią nigdy jakiejś więzi ale gdy do mnie dotarło, że możliwe, że nigdy już jej nie zobaczę coś we mnie pękło. Pierwsze co zrobiłam to wybiegłam z płaczem z domu. Nie wiedziałam co mam robić. Miałam tylko 12 lat. Czułam się zagubiona i niechciana. Po paru godzinnym błąkaniu się po parku wróciłam do domu. Usiadłam na krześle w kuchni i patrzyłam się w księżyc za oknem. Usłyszałam dźwięk uchylających się drzwi. To była pani Kasia. Podbiegła do mnie i mnie przytuliła. Zabrała z domu moje ubrania i zaprowadziła do swojego mieszkania. Po skończeniu szóstej klasy przeprowadziliśmy się. Po pierwszej przeprowadzce zmieniliśmy miejsce zamieszkania jeszcze kilka razy. W szkole nie byłam tolerowana lecz nie było tak źle. Zawsze byli przy mnie Remek i Felix. Różnili się od siebie jak dwa płatki śniegu. Każdy jest inny ale wspaniały na swój sposób. Remek to typ ,,MACZO''. Lubi szybkie samochody i piłkę nożną. Jest nawet kapitanem drużyny w naszej szkole. Razem wygrywają wszystkie mecze. Za to Felix to spokojnych chłopak dużo się uczy i uczęszcza na różne kółka zainteresować. Głównie fizyka, matematyka, biologia, chemia i oczywiście szachy. W domu zawsze dawał mi wygrać. Ci chłopcy są dla mnie jak bracia, a ich mama jak moja rodzona matka. Nie wiem co bym bez nich zrobiła. W połowie roku szkolnego Pani Kasia, którą nazywam ciocią znalazła bardzo dobrą pracę. Oczywiście znów się przeprowadziliśmy. Ku mojemu zaskoczeniu zamieszkaliśmy w dużym domu na przedmieściach Warszawy. Dom był jak z naszych najskrytszych marzeń. Duża kuchnia i salon, każdy miał swój pokój i w nim łazienkę. Sypialnie znajdowały się na piętrze a kuchnia i salon z wyjściem na piękny taras ze ślicznym ogrodem na parterze. Mój pokój był biało-amarantowy. Białe meble, amarantowe ściany oraz dodatki. Remigiusz oczywiście zielony bo taki właśnie ma kolor trawnik na boisku do piłki nożnej. Felix ciemno-niebieski, a na środku pokoju stały szachy. Cioci pokój był pomarańczowy i spokojny. To nie możliwe, że ten dom tak po prostu czekał na nas. Niesamowite! Miałam nadzieję, że się stąd nie wyprowadzimy ale teraz chciałabym stąd jak najdalej uciec. Podobno najlepiej jest w domu ale na pewno nie w tym.''
 
 
=/\./\= =/\./\= =/\./\=
 
Jak wam się podoba 2 rozdział? Mile widziane komentarze :D
 

niedziela, 3 maja 2015

Rozdział 1

,,Do tej pory myślałam, że to wszystko zaczęło się tego feralnego dnia. Nie! Moja historia rozpoczęła się w drugiego czerwca o godzinie 18:18. Przyszłam na świat z wieloma trudnościami. Przez pierwsze minuty mojego życia nie oddychałam ani nie kontaktowałam ze światem zewnętrznym. Obudziłam się po dwóch dniach. Lekarze nie wróżyli mi długiego życia. Nie myśleli, że przeżyje pierwszy miesiąc, a jednak męczę się na tym padole łez od siedemnastu lat. To dopiero niespodzianka. Jednak mój świat byłby lepszy gdybym tylko miała matkę. To dopiero dziwna sytuacja. Mówię ,,NIE MAM MATKI'', a przez pierwsze lata mojego życia mieszkałam właśnie z nią. Ona udawała, że mnie nie ma. Po moim urodzeniu wmawiała sobie, że jej córka, czyli ja umarł. Nie zajmowała się mną gdy jej potrzebowałam. Moje podstawowe potrzeby zaspokajała obca kobieta. Sąsiadka z na przeciwka pani Kasia, która miała swoje dzieci i problemy, z zajmowała się jeszcze mną. Moja matka doznała szoku po porodowego. Mój ojciec ją zostawił, gdy dowiedział się, że za 9 miesięcy pojawi się na świecie jego dziecko. Zastanawiacie się pewnie skąd to wszystko wiem? Pani Kasia, przyjaciółka mojej mamy. Opowiadałam mi o mojej przeszłości. Gdyby nie ona pewnie umarłabym z głodu. Pierwsze dwanaście lat mojego życia minęły bez niespodzianek. Większość czasu spędzałam u sąsiadów. Nie nudziłam się bo pani Kasia ma dwóch synów. Felixa, który jest w moim wieku i Remigiusza o 3 lata starszego od naszej dwójki. Chłopaki byli dla mnie jak bracia. Nie dało się przy nich nudzić.''


------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

 Mamy już pierwszy rozdział i pierwsze chwile w życiu głównej bohaterki. Zachęcam do komentowania. :D