niedziela, 17 maja 2015

Rozdział 3.

Znalazłam zniszczony zeszyt. Mało co z niego wyczytałam. Początek jakoś w miarę był czytelny ale po zdaniu:
,,Podobno najlepiej jest w domu ale na pewno nie w tym..''
Całkowicie nie wiem o co w tym chodzi! Reszta zeszytu jest pusta. Wygląda on jakby ktoś z niego powyrywał strony. Napisane pięknym ręcznym pismem. Najdziwniejsze jest to, że znalazłam przedmiot w drzewie. Szłam jak co ranek z moją sunią Frugo. Tak wiem dziwne imię jak dla psa, a w dodatku suczkę. Nazwałam ją tak, dlatego że znalazłam ją jako szczeniaka wałęsającego się pod moim domem. Była wychudzona i maleńka. Zabrałam suczkę do domu i zajęłam się ją jak najlepiej potrafię. Mieszkała u mnie już 2 dni, gdy zorientowałam się, że nie ma imienia. Chciało mi się pić i zabrałam z lodówki butelkę  soku Frugo różowego. Mojego ulubionego. Trzymając butelkę napoju spojrzałam na śpiącego czworonoga. Upijając łyk olśniło mnie. Frugo - moja psina. Tak zostało do dziś. Wracając do starego zeszytu. Tak się zaczytałam, że nie spostrzegłam jak czas mi szybko minął. Była godzina 8:30.
- Świetnie - krzyknęłam z sarkazmem. Jestem spóźniona do szkoły. Zabrałam kajet i pobiegłam z Frugo do domu. Wbiegłam jak burza do swojego pokoju. Nie myśląc o konsekwencjach wbiegłam po prysznic.
- Oczywiście - powiedziałam sama do siebie. Jestem w ubraniu pod prysznicem. Geniusz ze mnie po prostu. Po pięciu minutach uspokajania się wzięłam się w garść. Spokojnie wzięłam prysznic, włożyłam na siebie dżinsy, biły t-shirt, zapinaną czarną bluzę z kapturem. Fascynujące znalezisko schowałam do plecaka. Pożegnałam się z suczką, zbiegłam po schodach. Założyłam swoje białe nike air force i wyszłam z domu zamykając drzwi na klucz. Ruszyłam żwirowaną ścieżką do bramki otwierając ją i zatrzaskując wskoczyłam na chodnik i ruszyłam w stronę przystanku autobusowego. Zwykle jeżdżę do szkoły rowerem ale po mojej porannej przygodzie straciłam chęci do jazdy. Dotarłam na przystanek i spojrzałam na rozkład jazdy. Najbliższy autobus miał się pojawić o 10:25. Bałam się spojrzeć na zegarek. Znając moje szczęście pewnie jest 10:30. Jestem najbardziej pechową osobą na świecie. Z namysłów wybił mnie dźwięk SMS-a. Musiałam go odczytać. Był od mojej przyjaciółki:
     Tori:
Gdzie ty jesteś Lucy?! Nauczyciele się wypytują! Co mam im powiedzieć? Błagam odezwij się!!!!
Jak zwykle za bardzo przewrażliwiona Wiktoria. Moja jedyna osoba godna zaufania.
     Łucja:
Jestem na przystanku. W szkole powiem Ci co się stało :D
Mój wzrok odruchowo skierował się na prawy górny róg mojego telefonu, gdzie widniała godzina. Od razu na mojej twarzy pojawił się uśmiech. Na moim ekranie widniała godzina 10:25. W tej samej chwili pod przystanek podjechał autobus. Wsiadłam do pojazdu kupiłam bilet i zajęłam miejsce. Większy tłok jest rano bo wszyscy jadą do pracy lub szkoły. O tej porze nikogo nie było tylko ja siedząca na fotelu przy oknie. Wpatrywałam się w przemijający krajobraz za oknem, gdy przed moimi oczyma pojawił się zarys szkoły. Powoli skierowałam się do drzwi wyjściowych. Autobus się zatrzymał, a ja wyszłam z niego. Przed szkołą siedziała na ławce Wiki i przeglądała coś w swoim telefonie. Bez zastanowienia podbiegłam do niej i zakryłam jej oczy dłońmi.
- Łucja, ty wariatko - wykrzyknęła z przerażeniem.
- Przepraszam Toriiiii - odrzekłam ze smutną miną.
Po chwili obie nie mogłyśmy opanować śmiechu. Tak już mamy. Gniewamy się na siebie ale po chwili dochodzimy do wniosku, że nie możemy bez siebie żyć.
- Gdzie ty się szlajałaś Lucy? Martwiłam się! Nie dawałaś znaku życia.- zmartwiona spojrzała mi w oczy.
- Byłam pobiegać i znalazłam ... - miałam jej powiedzieć o zeszycie gdy nagle usłyszałyśmy dzwonek na lekcję. Zerwałyśmy się ze swoich miejsc i leniwie ruszyłyśmy w stronę klasy. Na moje nie szczęście była to lekcja geografii. Nienawidzę geografii, a zwłaszcza nauczyciela, który uczy właśnie moją klasę. Uwziął się na mnie belfer jeden. Po wejściu do klasy od razu wziął mnie do odpowiedzi chociaż wiedział, że ostatnią lekcje mieliśmy 2 tygodnie temu, bo ,,biedaczysko'' rozchorował się. Oczywiście dostałam 1. Kto by się tego spodziewał?

=/\./\= =/\./\= =/\./\=
 
Heeejka! Jak wam się podoba taki zwrot akcji? Prolog i pierwsze dwa rozdziały to były kartki z pamiętnika, którego czytała nasza główna bohaterka Łucja. Zostawcie po sobie ślad w postaci komentarza! Oczywiście nikogo do niczego nie zmuszam :D


     

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz