niedziela, 24 maja 2015

Rozdział 5.

Perspektywa Janka

Szedłem obok dziewczyny w milczeniu. Miała długie, kręcone, brązowe włosy. Lekko się trzęsła nic dziwnego, przecież miała na sobie krótkie spodenki i koszulkę na krótki rękaw. Nie mogę wytrzymać w milczeniu tak długo. Już przy sprzątaniu nic się do siebie nie odzywaliśmy. Pomyślałem, że o czymś do niej zagadam ale spostrzegłem, że do końca się nie poznaliśmy. Pamiętam, że cała klasa się przedstawiała ale nie dosłyszałem jej imienia.
- Janek jestem - przedstawiłem się niepewnie.
- Łucja - usłyszałem jej cichy głos
Nie możliwe, że tylko tyle udało nam nie wypowiedzieć przez ten cały czas, a do domu spod szkoły mam godzinę drogi z buta. Tak zresztą kierowała mnie mama, jakbym się spóźnił na autobus i o proszę jak wyczuła chwilę. Pomyślałem, że odprowadzę Łucje do jej domu żeby nie wracała sama, bo dzisiejszej nocy było chłodno i ciemno. Przecież to początek listopada za niedługo możliwe, że spadnie śnieg. Tylko ja jestem taki, że przeprowadzam się do nowego miasta przy końcu drugiego semestru roku szkolnego.
- Gdzie mieszkasz? - chciałem wiedzieć jak daleko będę szedł.
- Na Bukowym. - odpowiedziała.
- To się świetnie składa! - z uśmiechem na twarzy odpowiedziałem dziewczynie
- O co chodzi? - spojrzała na mnie swoimi ciemnymi oczami pytająco.
- Ja, właśnie tam mieszkam! - oznajmiłem jej radośnie.
Ona stanęła przez chwilę spoglądając przed siebie ruszyła dalej, nic nie odpowiadając. Ja postanowiłem też za dużo się nie odzywać, może to jakaś psychopatka. Przeszliśmy dopiero piętnaście minut drogi, gdy wyciągnąłem telefon z kieszeni, a na nim ,,6 Nieodebranych połączeń od: MAMA''. Zapomniałem jej napisać, że zostaje po lekcjach. Pewnie się denerwuje.
- Halo! Mama? - zapytałem do słuchawki, aż Łucja spojrzała na mnie.
- Janek, dziecko drogie, gdzie ty jesteś do cholery? Chcesz mnie przy prawić o zawał? - mówiła zdenerwowanym tonem głosu do mnie.
Co z tego, że mam już 18 lat ona będzie mnie traktować jak dziecko, które jest samo i się zgubiło.
- Spokojnie, idę do domu będę za jakieś pół godziny - odpowiedziałem jej.
- Sam! O tej porze. Powiedz gdzie jesteś, a przyjadę po ciebie - słyszałem dźwięk opadających kluczy.
- Idę z koleżanka, pa - odpowiedziałem i rozłączyłem się.
Po chwili dostałem SMS'a:
     Mama:
Tylko mi się tam nie szlajać po mieście! Odprowadź koleżankę i do domu!

Perspektywa Łucji

Nie może on wytrzymać paru minut w ciszy. Nawet z mamą sobie gawędzi, a w dodatku mieszak na tym samym osiedlu co ja. Niemożliwe! Szłam już z nim sporo czasu, tak zresztą mi się wydawało, a przecież to tylko godzina drogi. Nagle do moich oczu dobiegł widok światła z okna budynku obok mojego domu, w którym od dawna już nikt nie mieszkał. Razem z Jankiem podeszliśmy do mojej furtki.
- Widzisz to światło z okna? - wskazał na okno, które mieściło się na przeciwko okna do mojego pokoju.
Mój dom i ten obok były to jedyne budynki budowane w tym mieście jako lustrzane odbicie.
- Tak i co z tym oknem? - zapytałam od niechcenia
- Mieszkam tam! - powiedział radośnie.
Nie mam już sił męczyć się z nim. Powiedziałam pa i weszłam do mojego domu. Od razu powitała mnie Frugo. Usłyszałam głos dobiegający z salonu.
- Mała, od kiedy to tak się późno wraca do domu? - krzyknął mój brat Michał
- Jestem młodsza od Ciebie tylko o  5 minut nie oznacza to, że musisz do mnie mówić MAŁA drogi braciszku - powiedziałam z sarkazmem.
Mieszkam z nim sama, czasem przyjeżdżają rodzice. Pracują za granicą, a że ja i Michał jesteśmy w tym samym wieku 18 lat to zostawili nas żebyśmy skończyli szkołę. Rodzice tak naprawdę nie są naszymi biologicznymi rodzicami. Gdy mieliśmy po 2 lata wracaliśmy z rodzicami od dziadków. Jakiś pijany kierowca wjechał w nas i wypchnął nas z drogi. W wypadku zginęli nasi rodzice, a my trafiliśmy do domu dziecka. Pani Agnieszka i Pan Marek, którzy nas zaadoptowali byli bardzo dobrymi rodzicami nawet zamieszkali w domu, w którym mieszkaliśmy z rodzicami. Przyzwyczailiśmy się, że mówimy na Panią Agnieszka i Pana Marka - mama i tata ale nadal pamiętamy o naszych rodzicach i chodzimy na ich grób. Chociaż nie pamiętamy za bardzo jak wyglądali to czujemy dziwną więź z domem, ich grobem, miejscem wypadku i ze sobą.
- Fajnie się sprzątało? - musi zawsze mi dopiec. Wie o wszystkim, chodzi przecież ze mną do klasy
- Cudownie - powiedziałam z zażenowaniem.
Dałam jeść suczce i poszłam do swojego pokoju. Wyciągnęłam zeszyt i znów zaczęłam go czytać i zastanawiać się gdzie mogą być wyrwane strony i czy jego autorka nadal żyje? Dziennik mnie bardzo zaintrygował. Ciekawe co powie na to Tori?


=/\./\= =/\./\= =/\./\=
 
Mam zamiar wstawiać rozdziały w soboty i niedziele. Może kiedyś się to zmieni. Jak wam się podobał dzisiejszy rozdział. Poznaliście trochę przeszłość bohaterki, a co z jej przyszłością? Oto jest pytanie. Macie pytania tu jest mój ask: http://ask.fm/OLEEEOMBREEE

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz