piątek, 31 lipca 2015

Rozdział 14.

- Jestem tym kim ty. Znam cię i to. Twoje dni są policzone. Twoja matka miała nędzne życie i nie potrafiła was ocalić więc teraz ty podzielisz jej los - stałam ,,zamurowana'' wpatrując się w postać - nie boj się bo jeszcze nie masz czego. Nie próbuj kombinować znam twoją każdą myśl, wiem jaki będzie twój następny ruch. Ode mnie nie uciekniesz - po tych słowach zjawa pociągnęła mnie za sobą w otchłań, a ja zaczęłam spadać i głośno krzyczeć oraz wołać ratunku

Obudziłam się cała mokra w swoim łóżku. Co za chory sen. Sięgnęłam ręką na szafkę nocną z zamiarem sprawdzenia godziny na moim telefonie. 2:48. Wstałam skierowałam się do łazienki i wzięłam szybki, zimy prysznic. Ubrałam nową piżamę i wróciłam do łóżka. Bardzo szybko wróciłam do krainy Morfeusza. Z samego rana obudził mnie telefon. Dzwonił Tymon. Zaspana odebrałam. Chłopak mówił szybko i nie składnie. Nie zdążyłam nic z siebie wydusić, a on się rozłączył. Mógł przynajmniej poczekać aż coś odpowiem ale nie powiedział co miał powiedzieć i się rozłączył. Tą rozmowę można na pewno zaliczyć do monologów. Leniwie wstałam z łóżka i wykonałam poranną toaletę. Zeszłam ze schodów i już miałam się kierować do kuchni, gdy znów ,,wciągnęła'' mnie ta ściana. Nie wiem ile tak stałam ale z tego transu wyciągnął mnie Michał rzucając we mnie miękką piłką Frugo.
- Ej - warknęłam udając obrażoną
- No co? - udał zdezorientowanego
- Haha bardzo śmieszne - zaakcentowałam mój śmiech i udałam się do kuchni.
Po śniadaniu postanowiłam się wybrałam  się do sklepu ojca Tymona. Dawno tam nie byłam a to co się wydarzyło. Muszę to wyjaśnić. Byłam już przy budynku kiedy usłyszałam, że ktoś się przewraca. Odwróciłam się i zobaczyłam Janka leżącego na chodniku. Pewnie poślizgnął się na lodzie.
- Widzisz karma Cię dopadła - z uśmiechem podbiegłam do niego z chęcią pomocy
- Bardzo śmieszne. Ciekawe kto będzie się śmiał ostatni - chłopak złapał mnie za rękę i pociągnął do siebie.
Wylądowałam na tyłkiem na zimy chodnik. Nie powiem trochę bolało. Oboje wybuchliśmy śmiechem. Po czym zaczęliśmy powoli wstawać.
- Gdzie szłaś? - spytał Janek
- A przejść się - wzruszyłam ramionami otrzepując się ze śniegu, nie mogłam mu nic powiedzieć
- To może przejdziemy się razem? -  uśmiechną się do mnie
- Tyle czasu już idziemy razem więc to nie zrobi dla mnie żadnej różnicy - ruszyłam w stronę parku
- Mi chodził o spacer - speszył się lekko
- Trzeba było zadać mi to pytanie pod domem, a nie się skradasz i myślisz, że Cię nie widzę - odpowiedziałam mu i przyspieszyłam kroku, on też
- Przepraszam może Ci to jakoś wynagrodzę - złapał mnie za rękę i zatrzymał, sam stanął na wprost mnie.
Był tak blisko, że mogłam poczuć jego oddech. Patrzał mi głęboko w oczy, a ja starałam się uciec od jego wzroku. Nie wiem ile tak staliśmy ale w oddali zobaczyłam lodowisko.
- Wiem jak możesz mi to wynagrodzić - ledwo co wydusiłam z siebie te słowa
- Jak? - zapytał tak normalnie ale w tamtej chwili było to tak pięknie, że prawie się rozpłynęłam
- Chodźmy na lodowisko - wtrąciłam i oderwałam się od chłopaka wskazując jedną ręką w stronę lodowiska.
Teraz gdy o tym myślę to był zły pomysł. Przecież ja nigdy nie jeździłam na łyżwach. Dotarliśmy na miejsce. Jasiek poszedł wypożyczyć nam łyżwy. Ubierałam je bardzo powoli.
- Co ty robisz? - chłopak stanął obok mnie już w założonych łyżwach
- Ubieram łyżwy - wzruszyłam ramionami
- Brawo robisz to wolniej o żółwi - zaśmiał się
- Ale żółwie nie noszą łyżew - zrobiłam skrzywioną minę
- No właśnie! - złapał mnie za rękę gdy już ubrałam łyżwy.
Jaś wjechał ze mną w sam środek lodowiska po czym puścił mnie, a ja z zamkniętymi oczami jechałam uderzając o jeżdżących ludzi obok mnie. Nagle poczułam przeszywający ból. Otworzyłam oczy nade mną widziałam Janka który podnosi mnie powoli do góry. Stanęłam przy barierce i złapałam się niej.
- Miałaś miękkie lądowanie? -  mierząc mnie od góry do dołu
- Czuła się tak jakbym upadała na poduszki - powiedziałam z sarkazmem
- Nie złość się trzeba było od razu powiedzieć, że nie umiesz jeździć - zaśmiał się
- Myślałam, że to widać po moim zachowaniu - odwróciłam się napięcie
- Dobra, dobra chodź nauczę cię - złapał mnie za obie ręce i zaczął instruować.
Pokazywał jak mam ruszać nogami, w jakiej pozycji mam jeździć i takie różne pierdoły. Jakoś tam mi wychodziło ale cały czas Jaś trzymał mnie za rękę. Puścił mnie i odjechał. Ja już jechałam sobie na luzie. Nie sądziłam, że mnie nauczy. Nagle jakiś mały chłopczyk potrącił mnie. Ja jako początkująca zaczęłam się kręcić w kółko bo nauczyłam się nie upadać. Nagle ktoś złapał mnie za rękę i kręcił się razem ze mną. Był to Tymon. Chwile się pokręciliśmy i jechaliśmy spokojnie.
- Co tu robisz? - zapytałam chłopaka
- Właśnie mijałem to miejsce, gdy zobaczyłem Ciebie. Głupio się tak nie przywitać - wzruszył ramionami i się uśmiechną.
Nagle podjechał do nas Jaś. Był wyraźnie zdenerwowany i miał zaciśnięte pięści.
- Co tu się dzieje? - zapytał Janek
- Nic, a co ma się dziać? - spytałam chłopaka
- Znowu on - zmierzył Tymona złowrogim spojrzeniem
- Nie spinaj się tak koleś - wyluzowany odparł Tymek
- Zaraz ci pokarzę koleśa - już brał się do bójki
- Spokój! - krzyknęłam - Jesteście normalni - warknęłam i ruszyłam w stronę wyjścia
Co im znowu odbija. Jasiek chce się bić z byle powodu, a Tymon chce mu pokazać, że jest lepszy. Założyłam swoje botki i ruszyłam w stronę  domu. Żaden z chłopaków za mną nie szedł i nie obchodzi mnie co zrobili. Mam ich gdzieś. Małe dzieci. Zanim wróciłam do domu weszłam do sklepu pana Remigiusza.
- Dzień Dobry! - krzyknęłam
- Witaj Izabello - odparł pan Remigiusz
- Mam na imię Łucja - poprawiłam go
- Przepraszam tak bardzo przypominasz swoja matkę - spojrzał na mnie zamyślony
- Nic nie szkodzi niech pan mnie nazywa Izabella. Ładne imię - wzruszyłam ramionami - Co? Moją matkę? Pan ją znał? - zorientowałam się, że mnie porównał do mojej mamy
- Słyszałem, że twój medalik się świecił - podał mi gorącą czekoladę i ciasteczka
- Tak ale skąd pan znał moją mamę - wymachiwałam rękoma w różne strony
- Czyli mówisz, że twój medalion zaświecił - udawał, że nie słyszy moich pytań - Jesteś gotowa - rozsiadł się wygodnie w fotelu
- Gotowa? Na co? Po co? Co z moją matką? - Zadawałam mnóstwo pytań
- Jesteś taka sama jak twoja matka Izabella, Łucjo - zaśmiał się - uspokój się to Ci wszystko opowiem.


=/\./\= =/\./\= =/\./\=
 
Witajcie! Przepraszam za tak długa nieobecność. Zachęcam do komentowania. Nie wiem jak będą się pojawiały rozdziały. Mogę powiedzieć, że 15 jest już w trakcie pisania ale nie wiem ile może to potrwać. Miłego piątku :D

poniedziałek, 29 czerwca 2015

Rozdział 13.

- Usiądź! - poprosiłam go, gdy wreszcie odnalazłam paczkę - To dla ciebie - wręczyłam mu przedmiot i ucałowałam w policzek - To pierwsze to na gwiazdkę, a to drugie za pomoc we wszystkim. Dziękuję jeszcze raz - uśmiechnęłam się po czym utonęłam w jego czekoladowych oczach
- Nie ma za co i dzięki za prezent - najwyraźniej się speszył, bo szybko wstał i wyszedł z pokoju.

Perspektywa Janka

Co?! Pocałowała mnie i podziękowała, a ja tego nie wykorzystałem. Może to i dobrze. Ona prawdopodobnie zrobiła to z ,,czystej dobroci serca'' i nic do mnie nie czuje. Wyszedłem z pokoju dziewczyny i skierowałem się w stronę pokoju Michała. Dziś wigilia, a ja jak zawsze siedzę u sąsiadów zamiast we własnym domu z rodzinom.
- Zaniosłeś małej czekoladę? - chłopak zapytał odbijając piłkę o ścianę
- Taa - machnąłem ręką i rzuciłem się na jego łóżko
- Co tam masz? - wskazał na paczkę od Łucji
- Dostałem od Lucy - zacząłem odpakowywać prezent
- Super kubek - roześmiał się Michał
- Smerf - zaśmiałem się
- I to nie byle jaki. Sam Ciamajda - chłopak skręcał się ze śmiechu
- Ciamajda nie Ciamajda teraz będę miał z czego pić. Od ciebie jeszcze dostanę wodę i będę miał co pić - odstawiłem podarunek na parapet
- Ona od zawsze lubiła smerfy - nagle spoważniał
- Co jest? - zapytałem
- Rodzice dziś w nocy wyjeżdżają na kolejne pół roku - chłopak patrzał się otępiale w przestrzeń za oknem
- Przykro mi - chciałem go jakoś pocieszyć
- Nie potrzebnie. Dziś wigilia musisz pewnie wracać do domu,cześć - nagle rozweselał i zasugerował mi wyjście
- Siema - nie zamierzałem się sprzeciwiać i wyszedłem z domu z kubkiem w ręce.

Kilka dni później Perspektywa Łucji

Wreszcie mogę przemieszczać się po domu. Już jest mi lepiej. Rodzice wyjechali. Wiedziałem, że długo nie zostaną szkoda tylko, że akurat w wigilie. Dzisiaj ma przyjść Wiki i Tymon. Chcę ich ze sobą poznać. Cały czas nosze mój medalik. Mam zamiar się dowiedzieć o co z nim chodzi, dlatego chcę odwiedzić ojca Tymona, może coś więcej teraz mi powie. Gdy jadłam śniadanie ktoś zapukał do drzwi. Poszłam otworzyć. W drzwiach spotkałam Torii i Tymona.
- O hej - stali uśmiechnięci
- Witaj przyjaciółko - przytuliła mnie Wiktoria
- Co tam? - machnął ręką Tymon
- Już się pewnie znacie? - uśmiechnęłam się - Tymon to Wiki, Wiki to Tymon - wybuchliśmy śmiechem i poszliśmy do salonu.
Była godzina 12, a dopiero wtedy obudził się Michał i wparował do salonu w piżamie.
- Hej Tori - uśmiechnął się do niej - Co to za koleś? - gdy dostrzegł Tymona spojrzał na niego złowrogim spojrzeniem
- Hejka Michał - powiedziałyśmy chórem z Wiktorią
- Jestem Tymon - przedstawił się chłopak
- Ciebie się nie pytam - warknął na Tymona - mała chodź do kuchni - powiedział w chodząc do pomieszczenia
- O co ci chodzi - zrobiłam zdziwioną minę
- O ten tramwaj co nie chodzi - oparł się o blat
- Daj spokój to moi znajomi nie musisz z nimi gadać - warknęłam
- Wiesz, że lubię Torii, mi chodzi o tego debila - wskazał ręką na salon
-Coś ci nie pasuje to masz problem - wyszłam z kuchni i zaprosiłam znajomych do swojego pokoju
To bez sensu żebym musiała jak małe dziecko uciekać do swojego pokoju żeby brat dał mi spokój. Gdy byłam koło schodów mój wisiorek zaczął świecić. Wystraszyłam się bo zaczął coraz bardziej migotać jak stanęłam obok ściany. To dziwne bo na tej ścianie rysowałam serduszka z moją przybraną mamą. Świecący przedmiot na mojej szyi zauważył Tymon i kazał mi go szybko schować. Tak też zrobiłam.
- Muszę już iść. Tata napisał SMS'a, że jestem potrzebny - uśmiechnął się - Zadzwoń, gdy twoja koleżanka pójdzie - powiedział mi na ucho przy pożegnaniu
- Pa - powiedziałam, a on szybko wyszedł
Na szczęście Wiktoria była w pokoju i nie widziała całego zajścia. Nie będę jej na razie o tym mówić skoro Tymon tak zareagował miał do tego jakiś powód. Wiktoria nie zadawała dużo pytań dlaczego chłopaka nie ma. Spędziłyśmy miło dzień na ,,babskich'' sprawach. Głównie oglądałyśmy romansidła jedząc lody i ciastka i popijając gorącą czekoladą. Gdy Wiki wyszła nie wiedziałam co zrobić. Długo się zastanawiałam co zrobić. Czy zadzwonić do Tymona czy raczej nie. Te rozmyślenia tak mnie znużyły, że zasnęłam.
Obudziłam się i wyszłam z pokoju. Zeszłam ze schodów i podeszłam do ściany przy, której świecił mi się medalion. Stałam i wpatrywałam się we wzory na ścianie. Nagle ktoś mnie popchnął i przeleciałam przez ścianę. Okazało się, że to ukryte drzwi prowadzące długim korytarzem z licznymi zakrętami. Poszłam tajemniczą trasą, gdy natchnęłam się na przepaść. Z niej wyłoniła się chmura pyłu z twarzą i zaczęła swój monolog.
- Jestem tym kim ty. Znam cię i to. Twoje dni są policzone. Twoja matka miała nędzne życie i nie potrafiła was ocalić więc teraz ty podzielisz jej los - stałam ,,zamurowana'' wpatrując się w postać - nie boj się bo jeszcze nie masz czego. Nie próbuj kombinować znam twoją każdą myśl, wiem jaki będzie twój następny ruch. Ode mnie nie uciekniesz - po tych słowach zjawa pociągnęła mnie za sobą w otchłań, a ja zaczęłam spadać i głośno krzyczeć oraz wołać ratunku


=/\./\= =/\./\= =/\./\=
 
Witajcie Nocne Marki! Dziękuję wam za ponad 250 wyświetleń. Jak wam się podoba 13 rozdział. Trzynastka podobno pechowa :D Wybaczcie, że nie było rozdziałów w ostatnie weekendy albo był tylko jeden. Myślałam, że jak będą wakacje to będę miała więcej czasu na pisanie, a tu z tego nici. Rozdziały będą się pojawiać różnie. Będę się starała aby były jak najczęściej. Miłych wakacji <3 Zachęcam do komentowania i odwiedzania aska:  http://ask.fm/OLEEEOMBREEE

środa, 24 czerwca 2015

Rozdział 12.

Spałam tak długo, a teraz nie mogę spać. Księżyc w pełni jest taki piękny na bezchmurnym niebie. Śnieg jest tak biały. Wpatrywałam się w widok za oknem. Niebo, budynki, krajobraz. Zatrzymałam się na jednym z okien, w którym paliło się światło.

W pomieszczeniu widziałam przemieszczającą się posturę. Byłam zdziwiona, że o tej godzinie jeszcze ktoś oprócz mnie nie śpi. Wystraszyłam się, gdy zadzwonił mój telefon. Myślałam, że to Wiktoria, bo dawno jej nie widziałam i chyba nikt jej jeszcze nie poinformował, że jestem już w domu. Szybko odebrałam telefon;
- Hej kochana! Już jestem w domu. Możesz jutro do mnie wpaść - powiedziałam entuzjastycznie do słuchawki czekając na odpowiedź przyjaciółki
- Witaj kochanie! Jeśli chcesz to z chęcią przyjdę - usłyszałam męski głos dobiegający z telefonu.
O mało nie dostałam zawału. Serce zaczęło mi bić szybciej. Nie mogłam wydusić z siebie słowa. Po chwili zorientowałam się, że i z mojej strony i od strony mojego tajemniczego rozmówcy jest cisza.
- Przepraszam, ja pomyliłam pana z kim innym i pan też chyba pomylił numery - zaczęłam nie pewnie i chciałam skończyć połączenie
- Poczekaj, to ja Tymon - usłyszałam ciepły, znajomy głos chłopaka
- Tymon? Skąd masz mój numer? - byłam zaskoczona, szczęśliwa, że to on, a nie jakiś pedofil i wściekła, że tak mnie wystraszył
- Noo...wiesz, gdy na drugi dzień po naszym pierwszym spotkaniu chciałem cię odwiedzić ale, że podałaś mi zły adres zacząłem szukać na własną rękę - zaśmiał się nie pewnie
- Przepraszam ale się nie znamy tak dobrze - było mi głupio, że go tak okłamałam - ale skąd masz mój numer? - musiałam się dowiedzieć
- Zacząłem cię szukać na facebooku i szczęśliwym trafem trafiłem na twój profil, a na nim natknąłem się na post z twoim numerem telefonu - mówił spokojnym tonem głosu.
Mnie zastanawiał jaki post z moim numerem znalazł. Weszłam szybko na facebooka i na swój profil. Po drodze zaakceptowałam zaproszenie od Tymona i szybko trafiłam na post który dodała Tori, gdy u mnie nocowała tak dla żartów, a ja zapomniałam go usunąć.
- Cholerraaa - powiedziałam na głos myśląc, że mówię to w myślach. Bardzo często mi się to zdarza
- Co się stało? - usłyszałam zaniepokojony głos chłopaka
- A nic takiego. Dlaczego zadzwoniłeś do mnie o tej porze? - jest już 2:30 kto normalny o tej godzinie nie śpi
- Właśnie niedawno znalazłem ten numer zastanawiałem się czy jest dobry. Postanowiłem zadzwonić i się upewnić już teraz. Obudziłem cię. Przepraszam - jego głos w słuchawce bardzo posmutniał
- Nie obudziłeś mnie. Spałam jakieś 2 dni i teraz nie mogę spać - wzruszyłam ramionami chociaż wiedziałam, że chłopak tego nie widział
- Cooo? Co się stało? - spoważniał i oczekiwał jak się domyślam szybkiej odpowiedzi
- Jak przyszłam do sklepu to już byłam chora, a zimno mi pomogło trafić do szpitala - zaśmiałam się ironicznie
- Czemu nic nie mówiłaś? Gdy wróciłem ojciec mówił mi, że coś źle wyglądasz - miałam przed oczami sytuacje ze sklepu
- Wszystko już w porządku musze tylko nie wychodzić z łóżka bo jestem podobno zziębnięta - zamknęłam laptopa i położyłam się na łóżku jednocześnie ciepło się przykrywając kołdrą
- Ta propozycja z moim odwiedzeniem cię jest aktualna? - zapytał, podśmiechując
- Tak jasne. Ale nie w tym  tygodniu bo są święta - uśmiechnęłam się do siebie
- A no właśnie już jest przecież 24 grudnia. Wesołych Świąt i Szczęśliwego Nowego Roku! - usłyszałam jak ze słuchawki wydobywa się dźwięk jakiejś trąbki
- Nawzajem - zaśmiałam się - przestań tak hałasować normalni ludzie śpią o tej porze - powiedziałam poważniejszym tonem głosu
- No masz racje - powiedział smutnym głosem po chwili głośno się roześmiał - No..ten muszę już kończyć. Przecież rano trzeba wstać i pomóc w przygotowaniach - powiedział opanowywując się
- Ranek już za jakieś trzy godziny - zaśmiałam się
- No właśnie! Dlatego trzeba się przespać choć trochę i tobie też to radze. Pa - pożegnał się swoim ciepłym głosem
- Pa - odpowiedziałam i odłożyłam telefon na szafkę nocną
Miło mi się rozmawia z Tymonem. Chociaż na początku mu nie ufałam, to po dłuższej rozmowie stwierdzam, że jest całkiem miły. Wciąż nie mogłam zasnąć. Wzięłam z półki pierwszą lepszą książkę i zaczęłam ją czytać. Obudziłam się o 7:00. Czy ta książka była aż tak nudna. Nawet nie pamiętam o czym była i kiedy ja zasnęłam. Dziś wigilia. Pewnie mama już coś gotuje, a tata z Michałem choinkę przynoszą. Chciałabym ją ubrać. Rozejrzałam się po pokoju i zorientowałam się, że nie spakowałam prezentów i nie ustroiłam pokoju. Sięgnęłam po torby z zakupami znajdujące się pod moim łóżkiem. Pierwszy prezent zapakowałam dla Wiktorii. Dam jej bon na zakupy w jej ulubionym sklepie, kisiel, bo go uwielbia i ramkę z naszym wspólnym zdjęciem, Michałowi dam nowe słuchawki, bo jak zwykle zepsuł swoje, rodzicom dam świecącego aniołka i perfumy dla każdego z osobna, a dla Frugo piszczącą zabawkę. Po długim namyśle w sklepie kupiłam też coś dla Jaśka. Wybrałam dla niego kubek ze smerfem Ciamajdą. Tak jakoś mi się skojarzyło. Zabrałam się za ustrajanie mojego pokoju. Nad oknem zawiesiłam lampki choinkowe, na stoliku nocnym postawiłam śnieżną kulę z Mikołajem i saniami, na biurku postawiłam małą plastikową świecącą choineczkę, na drzwiach powiesiłam moją świąteczną skarpetę wypełnioną watą i pudełeczkami z niby prezentami ale tak na prawdę to tylko dekoracja. Jeszcze z pudełka leżącego głęboko w szafie wyciągnęłam trzy poduszki. Dwie w kształcie choinki i jedna w kształcie renifera. Są mega słodkie i ślicznie się prezentują na moim łóżku. Dodają magii świąt. Po skończonym ustrajaniu znów wróciłam do łóżka. Już południe. Szybko mi zleciało, a nikt mnie nie odwiedził. Nudy. Nawet Michał nie przyszedł. Czyżby o mnie zapomnieli. Chciałabym wyjść z pokoju, wejść do kuchni, przygotować potrawy na wigilie albo chociaż z kimś pogadać. Nawet Torii się nie odzywa, a mam jej tyle do powiedzenia. Zaraz kto mi zabroni do niej zadzwonić.
- Dzisiaj wigilia laska - krzyknęłam entuzjastycznie do słuchawki
- Lucy, nareszcie się odzywasz! Już się obudziłaś! Wybacz nie odwiedzę się dzisiaj w szpitalu. Co porabiasz? - nadawała jak katarynka
- Chwila! Stop! Po pierwsze wiesz, że leżałam w śpiączce? Po drugie już jestem w domu. Po trzecie masz ,,zapłon'' - zaśmiałam się
- Oooo cudnie. Wiem wszystko i wiem prawdę, że byłaś na ławce przy fontannie - oburzyła się trochę
- Co? Kto ci powiedział? Zaraz wiem! Jasiek - klepnęłam się ręką w czoło co dało specyficzny dźwięk
- Jasiek zrobił to dla twojego dobra i nie marudź. Prawdopodobnie dzięki niemu żyjesz - stanowczo powiedział do słuchawki.
Teraz jak o tym myślę to Wiktoria ma racje. Gdyby nie on prawdopodobnie nie przeżyłabym. Tymon by mi nie pomógł bo gdy zmyśliłam tą historyjkę z domem on sobie poszedł w przeciwną stronę. Wiki zna mnie bardziej niż ja sama. Obmyśliła to i zaatakowała strategicznie moje poczucie winy. Będę musiała podziękować Jankowi. Nawet głupiego dzięki ode mnie nie usłyszał. Przez Torii zrobiło mi się go żal. Pomógł mi bezinteresownie, nawet skłamał dla mnie.
- Masz racje, podziękuje mu - uśmiechnęłam się do siebie
- No ja myślę, tylko nie szalej to tylko podziękowanie - zaczęła mnie uspokajać.
Zeszłyśmy z tematu mojego wypadku i zaczęłam jej opowiadać o Tymonie. Powiedziałam jak byłam w tym sklepie, jak go poznałam i okłamałam. Później o mojej bezsenności, osobie w oknie, pomyłce z telefonem, długiej rozmowie z Tymonem i jak udekorowałam pokój. Chociaż wiem, że najmniej ją ciekawił wystrój wnętrza mojego pokoju na święta. Co roku dekoruje go tak samo. Można powiedzieć, że to taka moja tradycja. Chwilę poświęciłyśmy na rozmowę o moim bracie. Jestem zszokowana jednak z niego ludzie będą. Pomógł jej nieść ciężkie torby, otworzył jej drzwi. Prawdziwy z niego dżentelmen. Umówiłyśmy się także na spotkanie. Przyjdzie mnie odwiedzić po świętach, bo wyjechała z rodzicami do dziadków. Następne dwie godziny mi minęły i powoli stawałam się głodna. Na szczęście do pokoju weszła Frugo. Mój kochany piesio. Postanowiłam się trochę pobawić. Napisałam wiadomość na kartce:

     Jestem głodna ;( Jeść
               Lucy

Przyczepiłam do smyczy Frugo kartkę i wysłałam ją na dół do ludzi. Mam nadzieję, że ktoś tam jest. Dostałam odpowiedź po pół godzinie w formie samolocika .

     Już nie śpisz głodomorze :D

Po przeczytaniu wiadomości do mojego pokoju wszedł Michał z gołąbkami domowej roboty. Uwielbiam je, a zwłaszcza te robione przez naszą mamę. Mam szczęście, że chłopak ma dziś humor i nie zignorował mnie.
- Matko! Nie sądziłam, że kiedyś to powiem ale kocham cię. Dziękuję, że przyniosłeś mi coś do jedzenia - byłam cała w skowronkach, aż tak byłam głodna
- Przestań już. Ja też cię kocham siostruniu, a w kuchni czeka deser w formie gorącej czekolady - głupio się uśmiechną
- Teraz to ty przestań i mów prawdę. Mama kazała ci mi to przynieść i powiedzieć za nowy telefon - spojrzałam na niego z pod byka
- Jak możesz? Rodzona siostra. Kto by pomyślał? - odwrócił się na pięcie ukrywając szeroki uśmiech
- Nie kłam tylko przynieść mi mój deserek - uśmiechnęłam się zajadając gołąbki
- Ok - roztrzepał mi włosy i wyszedł udając obrażonego
Po dwudziestu minutach dostałam szoku zza drzwi wysunął sią Jasiek, a w ręce trzymał moją czekoladę
- Ile ci zapłacił żebyś mi przyniósł kubek? - ,,miło go przywitałam''
- Mi? Akurat nic, tak przy okazji chciałem zobaczyć jak się czujesz? - zapytał stawiając kubek z napojem obok mojego łózka
- Już lepiej dzięki, że pytasz - uśmiechnęłam się do niego ciepło
- To dobrze. Nie odstawiaj więcej takich numerów - chłopak odwzajemnił uśmiech i chciał wyjść z pokoju
- Poczekaj! - krzyknęłam - Mam coś dla ciebie - możliwe, że już się dzisiaj nie spotkamy, więc postanowiłam dać mu dzisiaj prezent
- Co tam masz? - wskazał ręką na mnie grzebiącą w torbach szukając jego prezent
- Usiądź! - poprosiłam go, gdy wreszcie odnalazłam paczkę - To dla ciebie - wręczyłam mu przedmiot i ucałowałam w policzek - To pierwsze to na gwiazdkę, a to drugie za pomoc we wszystkim. Dziękuję jeszcze raz - uśmiechnęłam się po czym utonęłam w jego czekoladowych oczach
- Nie ma za co i dzięki za prezent - najwyraźniej się speszył, bo szybko wstał i wyszedł z pokoju.


=/\./\= =/\./\= =/\./\=
 
Przepraszam, że nie było rozdziałów w ostatni weekend. Wszystko opisałam w poście na moim blogu. Dziś środa i mam dla was dłuższy rozdział żeby zrekompensować wam weekend. Jak wam się podobał? Już za dwa dni zakończenie roku szkolnego jak tam średnia? Pasek jest? Chwalić się w komentarzach. Śmiało piszcie co wam przyjdzie do głowy :D 

niedziela, 21 czerwca 2015

Ważna Informacja!!!

Kochani w ten weekend nie wyrobie się z dwoma rozdziałami. Muszę pozałatwiać kilka spraw prywatnych. Ale nie martwcie się już za tydzień wakacie i będę maiła więcej czasu na pisanie rozdziałów. Jak znajdę chwile to może dostaniecie rozdział w tygodniu ale nie obiecuje. Jeszcze raz przepraszam i cieplutko pozdrawiam Bodzio 8)

niedziela, 14 czerwca 2015

Rozdział 11.

Jak do szpitala dojechali rodzice Lucy, jej stan się ustabilizował. Leżała w sali i spała. Z tego co słyszałem od Michała to ich mama czuwała całą noc. Naprawdę muszą ją kochać. Dziś po szkole Michał poprosił mnie abym poszedł z nim odwiedzić Łucję. Zgodziłem się, bo to mój przyjaciel, a jutro wigilia, a jego siostra leży nieprzytomna w szpitalu. Gdy weszliśmy do białego pomieszczenia nie było tam nikogo prócz dziewczyny. Michał nie został tam długo, bo zadzwonił mu telefon i wyszedł na chwile. Tuż po tym jak opuścił pokój usłyszałem skrzypienie szpitalnego łóżka, a oprócz Łucji nie było tam więcej pacjentów. Podszedłem bliżej nieprzytomnej dziewczyny. Wpatrywałem się w jej zamknięte powieki, gdy one nagle się otworzyły.

Perspektywa Łucji

Usłyszałam dźwięk telefonu. Byłam przekonana, że to telefon Michała. Ten głupi telefon może obudzić nawet zmarłego ale teraz się zastanawiam czy to źle czy dobrze. Nie mogłam się ruszyć. Moje ciało było jak przykute do łóżka lecz z biegiem czasu odzyskiwałam władze w poszczególnych częściach ciała. O tworzyłam oczy z zamiarem zorientowania się gdzie jestem. Ostatnie co pamiętam to zaniepokojoną i lekko zdenerwowaną twarz Jaśka. O ironio. Kto by się tego spodziewał, że pierwsze co zobaczę po przebudzeniu to właśnie jego z tą samą mimiką twarzy tylko teraz utopiłam się w jego czekoladowych oczach.
- Co robisz? - zapytałam nie odrywając od niego wzroku
- Ja? Nic - chłopak speszył się lekko - Zaraz przyjdzie Michał - dodał szybko
- Co Michał! O nie zrobi mi lekcję dlaczego nie byłam w domu - podniosłam się do pozycji siedzącej i schowałam twarz w dłonie
- Nie martw się tak. Powiedziałem, że szłaś do mnie do domu i zemdlałaś. Uwierzyli mi - powiedział podnosząc moją głowę do góry
- Dziękuję ale co ja im powiem - miałam totalną pustkę w głowie
- Możesz powiedzieć, że się gorzej poczułaś, a nie było nikogo w domu więc postanowiłaś przyjść do mnie powiedzieć o swoim stanie, a jak będą się o coś wypytywać to mówisz, że po prostu nie pamiętasz. Proste - wzdrygnął ramionami po czym do pokoju wszedł Michał
- Mała! Obudziłaś się - zaczął mnie przytulać
- Żyję, a tak przy okazji który dzisiaj - zapytałam z ciekawości
- 23 grudnia jutro wigilia - wypuścił mnie z uścisku i usiadł na łóżku tuż obok mnie
- Co?! Ja chcę do domu! Nie spędzę świąt w ,,więzieniu''. Już się dobrze czuję - chciałam zejść z łóżka i wyjść.
- Spałaś nie całe dwa dni. Nie wiemy czy twój stan jest stabilny - wyciągnął telefon i zaczął wystukiwać numer, pewnie będzie dzwonić do rodziców
- Sam jesteś nie stabilny - na moje słowa Jasiek się zaśmiał
- Nic takiego nie powiedziałem - oburzył się na żarty i do sali wszedł lekarz
- Witam młoda panienkę. Jak się spało - słyszałam sarkazm w głosie lekarz
- Jestem jak nowonarodzona mogę już iść do domu?- zrobiłam maślane oczka
- Widzę, że twój stan się polepszył. Nie widzę przeciwwskazań ale musisz przez całe dwa tygodnie przebywać w ciepłym pomieszczeniu, codziennie popijać trzy razy dziennie gorącą herbatę, dużo jeść ale nie za dużo o granicz tłuste potrawy,  leżeć w łóżku, nie przemęczać się. Dobrze? - nadawał jak katarynka jednocześnie notując coś w notesie więc ja tylko powtarzałam ,,tak, dobrze'' jednocześnie twierdząco kiwając głową.
- Uważaj z tą głową bo ci odpadnie i będzie trzeba tu wrócić - Jasiek opierając się o ścianę nie mógł zdjąć tego ,,banana'' ze swojej twarzy
- Nigdy więcej. Bądź spokojny i lepiej uważaj na siebie - powiedziałam cwaniaczko się do niego uśmiechając
- Niech twoi rodzice przyjadą i po ciebie nie możesz wychodzić na dwór więc przyda ci się porządna eskorta - zaśmiał się lekarz.
Cała trójka wyszła  z sali, a ja zaczęłam się ubierać i pakować swoje rzeczy chociaż nie miałam ich za dużo. Wszystko minęło szybko. Raz dwa byłam w domu. Leżałam na łóżku wpatrując się w sufit. Była godzina 02:00, a ja nie byłam zmęczona. Nic dziwnego. Spałam tak długo, a teraz nie mogę spać. Księżyc w pełni jest taki piękny na bezchmurnym niebie. Śnieg jest tak biały. Wpatrywałam się w widok za oknem. Niebo, budynki, krajobraz. Zatrzymałam się na jednym z okien, w którym paliło się światło.


=/\./\= =/\./\= =/\./\=
 
Witajcie dzisiaj trochę krótszy rozdział. Wiecie jak to jest :D Już za 10 dni wakacje i trzeba sobie jakąś przystępną średnią wyrobić. Piszcie komentarze a z pytaniami wchodźcie na mojego aska http://ask.fm/OLEEEOMBREEE

sobota, 13 czerwca 2015

Rozdział 10.

Obudziłam się z niechęcią. Gdy w końcu otworzyłam moje leniwe powieki, zauważyłam mamę siedzącą na łóżku i tatę stojącego obok niej.
- Coś się stało? - zapytałam z niechęcią, nie mogłam się ruszyć, a każda część ciała mnie bolała
- Jesteś chora. Masz straszną gorączkę - powiedziała mama
- W nocy była karetka. Gdy ciebie badali nawet nie drgnęłaś - ojciec odwrócił twarz od mojego wzroku.
- Nie czuję się tak bardzo źle - wstałam do pozycji siedzącej nadal opierając się o łóżko
- To dobrze, ale zostaniesz w domu. Przecież to i tak ostatnie dni przed świętami. Lepiej jak zostaniesz - mama wstała ucałowała mnie w czoło i wyszła razem z tatą.
Dziwne. Pewnie to wszystko przez twarz w śniegu i długie wyczekiwanie Michała na dworze. Lepiej dla mnie ale i tak muszę dzisiaj iść do tego sklepu. Lubię rozwiązywać zagadki. Usłyszałam pukanie do drzwi.
- Mała przez jakiś czas będziesz sama w domu, rodzice odwożą mnie do szkoły i jadą na zakupy - wychylił twarz zza framugi
- To dobrze się składa. Spraw aby jak najdłużej nie było ich w domu ok? - spojrzałam na niego pytająco
- No ok - zamkną za sobą drzwi.
Poczekałam aż samochód wyjedzie z podjazdu. Wyszłam z łóżka i poszłam się ubrać. Wsunęłam na siebie czarne rurki i kremowy ciepły sweterek. Przy wyjściu założyłam kurtkę czarne glany i wsuwając telefon do kieszeni wyszłam z domu. Udałam się w stronę wyznaczonego miejsca. Mijałam dom Jaśka, gdy akurat on wychodził z domu. Szybko schowałam się za jakieś auto. On kierował się na przystanek, jak już do niego dotarł. Wyszłam ze swojej ,,kryjówki'' i szłam dalej. Stanęłam przed budynkiem. W szyldzie były wystawione stary fotel, maszyna do pisania, stolik. Wyglądało to tak jakby chcieli odwzorować gabinet Sherlocka  Holmesa. Wyszłam do pomieszczenia. Otwierając drzwi uruchomiłam dzwoneczek, który na ruch drzwi zaczyna dzwonić. Podeszła do lady z zamiarem zapytania się o mężczyzn z kartki.
- Dzzień doobry - powiedziałam stukając zębami z zimna
- Cześć koleżanko! Co sprowadza taka piękną osóbkę do takiego sklepu? - z szerokim uśmiechem przywitał mnie blondyn o błękitnych oczach. Był może w moim wieku ale na pewno wyższy ode mnie.
- Szukam pana Remigiusza albo Felixa - spojrzałam na kartkę, a potem z powrotem  na chłopaka
- Remigiusz to mój ojciec, a Felix wujek ale po co ci oni? - oparł się dłońmi o blat co spowodowało, że jego oczy były na przeciwko moich.
- Mógł byś zawołać któregoś z nich, to bardzo osobista sprawa - poprosiłam chłopaka słodkim głosikiem.
- Rozumiem zaraz wracam - zniknął za jaką kotarą po czym szybko wrócił z jakimś mężczyzną
- Izabela! - podbiegł do mnie mężczyzna i zaczął mnie ściskać. Kątem oka widziałam zszokowany wyraz twarzy chłopaka
- Przep..raszam ale ja nie mam na imię Izabela - próbowałam się uwolnić z uścisku ale to nic nie dało, tuż po moich słowach mężczyzna sam mnie puścił
- Jak to? Ależ oczywiście Hania w tej chwili była by starsza - złapał się za swoją głowę - Co cię do nas sprowadza? - zapytał
- Ta kartka - podałam mężczyźnie kawałek papieru.
On z uśmiechem na twarzy czytał po czym powoli schodził mu uśmiech z twarzy. Spojrzał na mnie znów się uśmiechając i coś mówiąc ale nie zrozumiałam bo strasznie bełkotał.
- Zaczekaj chwilę Łucjo - złapał mnie za rękę i ruszył w stronę lady gdzie był mały sejf. Wystukał jakiś kod po czym drzwiczki się otworzyły, a on wyciągnął z wnętrza sejfu czerwone pudełeczko. Ja przez cały czas milczałam nie mogłam zrozumieć skąd on zna moje imię. Człowiek podszedł do mnie i  wręczył mi przedmiot.
- To dla ciebie Łucjo. Będziesz wiedziała co z tym zrobić, a na tą chwilę ja mogę pomóc ci tylko tak - spojrzał na swojego syna, a później na mnie.
Otworzyłam pudełeczko. Był w nim okrągły wisiorek na którym było wyryte z jednej strony ,,Ł'' , a z drugiej ,,M''. Podziwiając przedmiot czułam jak wpatrują się na mnie mężczyźni.
- No dalej załóż go i się z nim nie rozstawaj - powiedział starszy z nich - O nie! Nie przedstawiłem się. Nazywam się Remigiusz ale możesz mówić do mnie wujku, a to mój syn Tymon - wskazał ręką na siebie, a potem na swojego syna
- Miło mi. Ja jestem Łucja - przedstawiłam się z uśmiechem ale nie wiem czy to miało sens skoro on wcześniej wypowiedział moje imię i na pewno je zna z jakiegoś źródła.
- Wpadaj tu czasami jeśli chcesz, a teraz już zmykaj. Tymon cię odprowadzi, bo odkąd weszłaś do sklepu krąży przed drzwiami jakiś chłopak i czasem tu zerka nie chce żeby coś ci się stało - uśmiechnął się po czym przytulił mnie na pożegnanie, a ja z Tymonem wyszliśmy ze sklepu.
- Mój ojciec nigdy nie pozwalał mi dotykać tego wisiorka. Musicie się znać? - zapytał
- Nie, nigdy w życiu nie widziałam twojego taty - zaprzeczyłam kręcąc jeszcze przy tym głową
Rozmawialiśmy przez resztę drogi o sklepie i medaliku. Bardzo dobrze mi się z tym chłopakiem rozmawia. Zatrzymaliśmy się przy fontannie. Powiedział, że mieszkam w bloku na przeciwko niej i pożegnałam się z nim. Nie będę mu chyba mówić gdzie mieszkam. Nie znam go ani tego całego Remigiusza ale coś mi mówi żebym się tak nie martwiła.

Perspektywa Janka

Łucja jest jednak mało spostrzegawcza. Widziałem jak chowa się za tym samochodem i się zdziwiłem dlaczego nie idzie do szkoły przecież jest chora. Tak słyszałem od Michała ale on by mnie przecież nie okłamał. Śledziłem dziewczynę całą drogę. Długo się zastanawiałem czy wejść do tego sklepu, na dworze nie było przecież ciepło ale nie mogłem zaryzykować, że mnie zobaczy. Ta sytuacja w sklepie była dziwna. Ten głupi blondyn, a później jakiś starszy facet, jakieś pudełeczko i ich mimika twarzy. Szkoda, że nic nie słyszałem przez te głupie drzwi, okno no i ścianę. To nie było naj gorszę. Krew we mnie zawrzała, gdy Łucja nie wyszła sama tylko z tym farbowanym blondynem. Chciałem do nich podejść ale nie mogłem. Gdy w końcu zatrzymali się koło fontanny i on ruszył w inną stronę ulżyło mi. Łucja usiadła na ławce. Z myślą, że chwilę tam posiedzi szturchnąłem tego chłopaka. Nie wiem co on od niej chciał i nie podoba mi się jak jest bardzo blisko niej oraz z nią rozmawia.
- Co chcesz od tej dziewczyny? - spojrzałem na niego złowrogim wzrokiem
- To nie pana sprawa - wyminą mnie
- Odwal się od mojej dziewczyny! - złapałem go za ramię żeby zrozumiał, że ma się do niej nie zbliżać
Wymyśliłem coś na szybkiego żeby zrozumiał. Ciekawe co powie na to Michał jak się dowie. On ją traktuję jak na prawdę młodszą siostrę. Nie spodoba mu się, że jakiś pacan kręci się przy niej.
- Nie stresuj się tak Romeo, wracaj do swojej Julii - zaśmiał się i odszedł
Ja nie będę za nim latał. Szybkim krokiem skierowałem się w stronę fontanny. Na szczęście Łucja nadal tam była.
- Nie powinnaś być w domu? Michał mówił, że jesteś chora - złapałem ją za ramię, a dziewczyna aż podskoczyła i zwróciła wzrok w moją stronę
- Wystraszyłeś mnie! Co ty tu robisz? - dziewczyna się trzęsła i z trudem mówiła
- Ja skoczyłem wracając ze szkoły do babci w odwiedziny i właśnie wracam do szkoły, a ty czemu nie w domu - wymyśliłem coś na poczekaniu i drążyłem choroby
- Mnie tu nie ma rozumiesz? A przecież szkoła jest przecież w innym miejscu - dziewczyna drążyła temat
- Tak ale mama mnie prosiła aby przyniósł babci parę drobiazgów. Przecież idą święta i rozumiem cię  - powiedziałem akcentując ostatnie wyrazy - Wracajmy do domu. Jest zimno! - odwróciłem jej uwagę od poprzedniej rozmowy
Dziewczyna twierdząco kiwnęła głową i z trudem wstała. Pomogłem jej. Strasznie wolno szła i prawię nie kontaktował. Po przejściu kawałka drogi ona po prostu upadła na ziemię. Strasznie się wystraszyłem. Ona leżała nie przytomna cała czerwona. Jakaś pani zadzwoniła na pogotowie, a ja błagałem dziewczynę żeby się obudziła. Po przyjeździe karetki poprosiłem abym mógł z nią jechać o dziwo mi pozwolili. Gdy już dojechaliśmy ją zabrali, a mi kazali czekać. Postanowiłem zadzwonić do Michała i powiedziałem, że zobaczyłem Łucję jak szła w stronę mojego domu i zemdlała. Chłopak nawet chyba nie dosłyszał dalszej wypowiedzi, bo szybko się rozłączył mam nadzieję, że zdążył usłyszeć adres szpitala. Myślę, że za parę minut już stanie obok mnie ze swoimi rodzicami. Strasznie się denerwuję. Gdy zapytałem jedną z pielęgniarek o Łucję ona kazała mi czekać. Nie lubię szpitali. Jedyne co słyszę tam to proszę czekać, proszę czekać, proszę czekać jak jakaś sekretarka w telefonie. No ale co zrobię? Jedyne co mi zostało to czekanie.


=/\./\= =/\./\= =/\./\=
 
Witajcie kochani. Mamy dzisiaj jubileusz już 10 rozdział. Jest trochę dłuższy niż wszystkie. Podoba wam się? Macie jakieś rady, a może po prostu ocenę tego rozdziału to tam na dole można zostawić komentarz. Śmiało piszcie. Czekam :D

niedziela, 7 czerwca 2015

Rozdział 9.

Perspektywa Łucji

Pobiegłam do swojego pokoju i schowałam kupione prezenty pod łóżko. Zeszłam do kuchni po kawałek ciasta czekoladowego. Uwielbiamy go z Michałem. Zawsze gdy mama przyjeżdża to go dla nas piecze. Dzisiaj go nie było, a w domu nastała cisza. Strasznie się wystraszyłam. Zza rogu wyszła mama, miała w jednej ręce moje spodnie, a w drugiej kartkę.
- Co to ma być? - spojrzała mi prosto w oczy, kładąc kartkę na blacie tym samym karząc mi do niej podejść.
W milczeniu podeszłam do blatu i podniosłam kartkę. Na niej było napisane:

Stary budynek koło kościoła zajrzyj tam proszę kochanie. Dopytuj się o Pana Felixa lub Remigiusza. Proszę Cię

Stałam jak wryta. Nie wiedziałam co zrobić. Remigiusz i Felix to bracia z mojego dziennika ale skąd taka kartka w wazonie. Z tego stanu wyrwał mnie głos mamy.
- Ja wciąż czekam? Co ty robisz? - słyszałam pogardę i smutek w jej głosie
- To wujkowie Wiktorii. Mają nam załatwić taniej jakieś auta ale ona nie może przyjść, bo jest chora i dała mi kartkę żebym poszła za nią - nie mogłam powiedzieć jej prawdy. Jeszcze sama nie wiem co z tego wyjdzie. Nigdy nie kłamałam. Trochę się boję.
- To wszystko wyjaśnia - powiedziała biorąc spodnie do prania
- Dzisiaj nie będzie placka? - chciałam jak najszybciej odbiec od tematu
- Właśnie się zabierałam do pracy - podeszłą i pogłaskała mnie
Teraz muszę czekać na Michał i mu wszystko powiedzieć żeby nic nie pokręcił. Ubrałam kurtkę i zabrałam Frugo na dwór. Kręciłam się z nią obok naszej furtki i wypatrywałam z niecierpliwością chłopaka. W tej chwili wolałabym być w domu ale nie mogę ryzykować. Gdy nadszedł Michał byłam strasznie zmarznięta. Cała się trzęsłam i ledwo co stałam na nogach.
- Co ty robisz? - powiedział rozbawiony chłopak
- Czekam na Ciebie. Musisz mi pomóc ale nikomu ani słowa rozumiemy się. Pamiętasz nasz pakt - gdy byliśmy mali Michał ustanowił PAKT BLIŹNIĄT - on miał za zadanie chronić nas. Mieliśmy być zawsze razem, pomagać sobie w każdej sytuacji i nie zdradzać sekretów. Zawsze tego się ściśle trzymaliśmy.
- Wchodzisz na nasz pakt, to musi być coś poważnego - opierał się ogrodzenie i zaśmiał się
- To poważne. Zrobisz to o co Cię proszę? - zrobiłam minę szczeniaczka i podeszłam do niego
- Dobra, jeśli ty w końcu wejdziesz do domu, pies się przez ciebie rozchoruję - wyprostował się
- Ok. Jeśli ktoś będzie się Ciebie pytał gdzie byłeś to na pewno nie byłeś u Torii. Jakby co ona jest chora, a ja załatwiam nam auta u jej wujków. Rozumiesz? - Spojrzałam mu prosto w oczy, a on tylko twierdząco pokiwał głową i razem weszliśmy do domu, a ja w tym czasie głośno kichnęłam.
- Mówiłem! Słuchaj się zawsze starszego brata - powiedział zdejmując swoją kurtkę
- Starszego! - powiedziałam z sarkazmem uderzają go w ramię na co z jego ust wydostał się udawany dźwięk rozpaczy.
Poszłam do swojego pokoju i usiadłam przy swoim biurku. Muszę jutro wybrać się tam. Stary budynek obok kościoła dziwne tam się znajduję sklep ze starymi przedmiotami z minionych epok. O co w tym chodzi, a przede wszystkim skąd tak kartka w wazonie, który stał w moim domu od zawsze. Chciałam się podzielić tą informacją z Torii ale gdy do niej zadzwoniłam, to tylko nawijała o Michale. Kocha się w nim od podstawówki, a on jej nie zauważa. Dziwne, że jesteśmy razem spokrewnieni. Nie chciałam jej przerywać była taka szczęśliwa. Nie mogę jej tego zabrać, dlatego też powtarzałam wciąż: to wspaniale, naprawdę, tak, świetnie, super, dobrze. Jutro mój plan wcielam w życie. Szkoła zaczeka, a w dodatku nie uczymy się bo już za trzy dni wolne i święta, a Michała znowu postraszę PAKTEM BLIŻNIĄT i nic nie wykapuję. Fajny jest z niego brat. Ten dzień był pełen wrażeń. Najpierw zakupy, kartka i jeszcze Michał. Chcę mi się strasznie spać i wciąż jest mi zimno. MASAKRA. Gdy już zasypiałam do pokoju weszła mama z ciastem.
- Przyniosłam Ci coś to zjedzenia - postawiła na moim stoliku nocnym przysmak
- Dziękuję - spróbowałam ciasta
- Dobranoc. Słodkich snów skarbie - powiedziała zamykając drzwi
- Dobranoc mamo - odwróciłam się na drugi bok.
Nim się obejrzałam już spałam. Uwielbiam spać. Nawet na ścianie przy łóżku mam napis ,,SLEEP'' w chmurce. Przy takim napisie o wiele lepiej się śpi. 
 
=/\./\= =/\./\= =/\./\=
 
Podoba wam się rozdział? Komentujecie. Nie ma się czego bać, a mi strasznie zależy na waszej opinii. Tradycyjnie jeśli macie jakieś pytania to wiecie gdzie wbijać(podpowiem wam na aska)  http://ask.fm/OLEEEOMBREEE