- Coś się stało? - zapytałam z niechęcią, nie mogłam się ruszyć, a każda część ciała mnie bolała
- Jesteś chora. Masz straszną gorączkę - powiedziała mama
- W nocy była karetka. Gdy ciebie badali nawet nie drgnęłaś - ojciec odwrócił twarz od mojego wzroku.
- Nie czuję się tak bardzo źle - wstałam do pozycji siedzącej nadal opierając się o łóżko
- To dobrze, ale zostaniesz w domu. Przecież to i tak ostatnie dni przed świętami. Lepiej jak zostaniesz - mama wstała ucałowała mnie w czoło i wyszła razem z tatą.
Dziwne. Pewnie to wszystko przez twarz w śniegu i długie wyczekiwanie Michała na dworze. Lepiej dla mnie ale i tak muszę dzisiaj iść do tego sklepu. Lubię rozwiązywać zagadki. Usłyszałam pukanie do drzwi.
- Mała przez jakiś czas będziesz sama w domu, rodzice odwożą mnie do szkoły i jadą na zakupy - wychylił twarz zza framugi
- To dobrze się składa. Spraw aby jak najdłużej nie było ich w domu ok? - spojrzałam na niego pytająco
- No ok - zamkną za sobą drzwi.
Poczekałam aż samochód wyjedzie z podjazdu. Wyszłam z łóżka i poszłam się ubrać. Wsunęłam na siebie czarne rurki i kremowy ciepły sweterek. Przy wyjściu założyłam kurtkę czarne glany i wsuwając telefon do kieszeni wyszłam z domu. Udałam się w stronę wyznaczonego miejsca. Mijałam dom Jaśka, gdy akurat on wychodził z domu. Szybko schowałam się za jakieś auto. On kierował się na przystanek, jak już do niego dotarł. Wyszłam ze swojej ,,kryjówki'' i szłam dalej. Stanęłam przed budynkiem. W szyldzie były wystawione stary fotel, maszyna do pisania, stolik. Wyglądało to tak jakby chcieli odwzorować gabinet Sherlocka Holmesa. Wyszłam do pomieszczenia. Otwierając drzwi uruchomiłam dzwoneczek, który na ruch drzwi zaczyna dzwonić. Podeszła do lady z zamiarem zapytania się o mężczyzn z kartki.
- Dzzień doobry - powiedziałam stukając zębami z zimna
- Cześć koleżanko! Co sprowadza taka piękną osóbkę do takiego sklepu? - z szerokim uśmiechem przywitał mnie blondyn o błękitnych oczach. Był może w moim wieku ale na pewno wyższy ode mnie.
- Szukam pana Remigiusza albo Felixa - spojrzałam na kartkę, a potem z powrotem na chłopaka
- Remigiusz to mój ojciec, a Felix wujek ale po co ci oni? - oparł się dłońmi o blat co spowodowało, że jego oczy były na przeciwko moich.
- Mógł byś zawołać któregoś z nich, to bardzo osobista sprawa - poprosiłam chłopaka słodkim głosikiem.
- Rozumiem zaraz wracam - zniknął za jaką kotarą po czym szybko wrócił z jakimś mężczyzną
- Izabela! - podbiegł do mnie mężczyzna i zaczął mnie ściskać. Kątem oka widziałam zszokowany wyraz twarzy chłopaka
- Przep..raszam ale ja nie mam na imię Izabela - próbowałam się uwolnić z uścisku ale to nic nie dało, tuż po moich słowach mężczyzna sam mnie puścił
- Jak to? Ależ oczywiście Hania w tej chwili była by starsza - złapał się za swoją głowę - Co cię do nas sprowadza? - zapytał
- Ta kartka - podałam mężczyźnie kawałek papieru.
On z uśmiechem na twarzy czytał po czym powoli schodził mu uśmiech z twarzy. Spojrzał na mnie znów się uśmiechając i coś mówiąc ale nie zrozumiałam bo strasznie bełkotał.
- Zaczekaj chwilę Łucjo - złapał mnie za rękę i ruszył w stronę lady gdzie był mały sejf. Wystukał jakiś kod po czym drzwiczki się otworzyły, a on wyciągnął z wnętrza sejfu czerwone pudełeczko. Ja przez cały czas milczałam nie mogłam zrozumieć skąd on zna moje imię. Człowiek podszedł do mnie i wręczył mi przedmiot.
- To dla ciebie Łucjo. Będziesz wiedziała co z tym zrobić, a na tą chwilę ja mogę pomóc ci tylko tak - spojrzał na swojego syna, a później na mnie.
Otworzyłam pudełeczko. Był w nim okrągły wisiorek na którym było wyryte z jednej strony ,,Ł'' , a z drugiej ,,M''. Podziwiając przedmiot czułam jak wpatrują się na mnie mężczyźni.
- No dalej załóż go i się z nim nie rozstawaj - powiedział starszy z nich - O nie! Nie przedstawiłem się. Nazywam się Remigiusz ale możesz mówić do mnie wujku, a to mój syn Tymon - wskazał ręką na siebie, a potem na swojego syna
- Miło mi. Ja jestem Łucja - przedstawiłam się z uśmiechem ale nie wiem czy to miało sens skoro on wcześniej wypowiedział moje imię i na pewno je zna z jakiegoś źródła.
- Wpadaj tu czasami jeśli chcesz, a teraz już zmykaj. Tymon cię odprowadzi, bo odkąd weszłaś do sklepu krąży przed drzwiami jakiś chłopak i czasem tu zerka nie chce żeby coś ci się stało - uśmiechnął się po czym przytulił mnie na pożegnanie, a ja z Tymonem wyszliśmy ze sklepu.
- Mój ojciec nigdy nie pozwalał mi dotykać tego wisiorka. Musicie się znać? - zapytał
- Nie, nigdy w życiu nie widziałam twojego taty - zaprzeczyłam kręcąc jeszcze przy tym głową
Rozmawialiśmy przez resztę drogi o sklepie i medaliku. Bardzo dobrze mi się z tym chłopakiem rozmawia. Zatrzymaliśmy się przy fontannie. Powiedział, że mieszkam w bloku na przeciwko niej i pożegnałam się z nim. Nie będę mu chyba mówić gdzie mieszkam. Nie znam go ani tego całego Remigiusza ale coś mi mówi żebym się tak nie martwiła.
Perspektywa Janka
Łucja jest jednak mało spostrzegawcza. Widziałem jak chowa się za tym samochodem i się zdziwiłem dlaczego nie idzie do szkoły przecież jest chora. Tak słyszałem od Michała ale on by mnie przecież nie okłamał. Śledziłem dziewczynę całą drogę. Długo się zastanawiałem czy wejść do tego sklepu, na dworze nie było przecież ciepło ale nie mogłem zaryzykować, że mnie zobaczy. Ta sytuacja w sklepie była dziwna. Ten głupi blondyn, a później jakiś starszy facet, jakieś pudełeczko i ich mimika twarzy. Szkoda, że nic nie słyszałem przez te głupie drzwi, okno no i ścianę. To nie było naj gorszę. Krew we mnie zawrzała, gdy Łucja nie wyszła sama tylko z tym farbowanym blondynem. Chciałem do nich podejść ale nie mogłem. Gdy w końcu zatrzymali się koło fontanny i on ruszył w inną stronę ulżyło mi. Łucja usiadła na ławce. Z myślą, że chwilę tam posiedzi szturchnąłem tego chłopaka. Nie wiem co on od niej chciał i nie podoba mi się jak jest bardzo blisko niej oraz z nią rozmawia.
- Co chcesz od tej dziewczyny? - spojrzałem na niego złowrogim wzrokiem
- To nie pana sprawa - wyminą mnie
- Odwal się od mojej dziewczyny! - złapałem go za ramię żeby zrozumiał, że ma się do niej nie zbliżać
Wymyśliłem coś na szybkiego żeby zrozumiał. Ciekawe co powie na to Michał jak się dowie. On ją traktuję jak na prawdę młodszą siostrę. Nie spodoba mu się, że jakiś pacan kręci się przy niej.
- Nie stresuj się tak Romeo, wracaj do swojej Julii - zaśmiał się i odszedł
Ja nie będę za nim latał. Szybkim krokiem skierowałem się w stronę fontanny. Na szczęście Łucja nadal tam była.
- Nie powinnaś być w domu? Michał mówił, że jesteś chora - złapałem ją za ramię, a dziewczyna aż podskoczyła i zwróciła wzrok w moją stronę
- Wystraszyłeś mnie! Co ty tu robisz? - dziewczyna się trzęsła i z trudem mówiła
- Ja skoczyłem wracając ze szkoły do babci w odwiedziny i właśnie wracam do szkoły, a ty czemu nie w domu - wymyśliłem coś na poczekaniu i drążyłem choroby
- Mnie tu nie ma rozumiesz? A przecież szkoła jest przecież w innym miejscu - dziewczyna drążyła temat
- Tak ale mama mnie prosiła aby przyniósł babci parę drobiazgów. Przecież idą święta i rozumiem cię - powiedziałem akcentując ostatnie wyrazy - Wracajmy do domu. Jest zimno! - odwróciłem jej uwagę od poprzedniej rozmowy
Dziewczyna twierdząco kiwnęła głową i z trudem wstała. Pomogłem jej. Strasznie wolno szła i prawię nie kontaktował. Po przejściu kawałka drogi ona po prostu upadła na ziemię. Strasznie się wystraszyłem. Ona leżała nie przytomna cała czerwona. Jakaś pani zadzwoniła na pogotowie, a ja błagałem dziewczynę żeby się obudziła. Po przyjeździe karetki poprosiłem abym mógł z nią jechać o dziwo mi pozwolili. Gdy już dojechaliśmy ją zabrali, a mi kazali czekać. Postanowiłem zadzwonić do Michała i powiedziałem, że zobaczyłem Łucję jak szła w stronę mojego domu i zemdlała. Chłopak nawet chyba nie dosłyszał dalszej wypowiedzi, bo szybko się rozłączył mam nadzieję, że zdążył usłyszeć adres szpitala. Myślę, że za parę minut już stanie obok mnie ze swoimi rodzicami. Strasznie się denerwuję. Gdy zapytałem jedną z pielęgniarek o Łucję ona kazała mi czekać. Nie lubię szpitali. Jedyne co słyszę tam to proszę czekać, proszę czekać, proszę czekać jak jakaś sekretarka w telefonie. No ale co zrobię? Jedyne co mi zostało to czekanie.
=/\./\= =/\./\= =/\./\=
Witajcie kochani. Mamy dzisiaj jubileusz już 10 rozdział. Jest trochę dłuższy niż wszystkie. Podoba wam się? Macie jakieś rady, a może po prostu ocenę tego rozdziału to tam na dole można zostawić komentarz. Śmiało piszcie. Czekam :D
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz