Czemu tak się gapił? Może coś mu się stało. Nagle usłyszałam jak na podjazd wjeżdża samochód. To dziwne bo ani ja, ani Michał nie mamy auta. Odwróciłam się i zobaczyłam mamę i tatę wrócili z zagranicy.
- Cześć - krzyknęłam podbiegając do samochodu i otwierając drzwi z zamiarem przytulenia się do rodziców
- Jak tam kochanie? - powiedziała mama głaszcząc mnie po głowie
- Wszystko w porządku ale co wy tu robicie? Mieliście wrócić dopiero na Wigilie - mówiłam z nie dowierzaniem
- Święta już za tydzień więc nie chcieliśmy zwlekać z naszym przyjazdem - powiedział tata wyciągając walizki z samochodu.
Weszliśmy do domu i usiedliśmy w kuchni przy gorącej czekoladzie. Dołączył do nas jeszcze Michał. Uwielbiam siedzieć w kuchni, popijając czekoladę w zimę, gdy za oknem widzę śnieg. Przez resztę dnia dużo rozmawialiśmy, oglądaliśmy filmy i graliśmy w gry planszowe oraz karty. Uwielbiam odwiedziny rodziców wtedy ciągle spędzamy czas razem i zachowujemy się trochę jak małe dzieci. Niestety wigilia jest w piątek i trzeba chodzić do szkoły jeszcze przez cztery dni. Na szczęście są krótkie lekcje i dam radę kupić prezenty. Wstałam rano, ubrałam się i zabrałam śniadanie przygotowane przez mamę. Po chwili także zbiegł po schodach Michał i zabrał swoją porcje. Pożegnaliśmy się z mamą i wyszliśmy z domu. Przed furtką czekał na nas Janek. Zawsze, odkąd się poznali chłopaki jeżdżą razem do szkoły autobusem, ja rowerem ale gdy spadł śnieg mam trochę utrudnioną sytuacje. Nie jestem aż takim hardkorem żeby jeździć rowerem po śniegu, więc postanowiłam pojechać z chłopakami.
- Elo Mordy! Gdzie masz swój rower mała? - przywitał się z Michałem i spojrzał się na mnie Jasiek
- Ty mi powiedz - zaśmiałam się do chłopaka i ruszyliśmy w stronę przystanku autobusowego. Było bardzo zimno. Nic dziwnego przecież jest grudzień. Oczywiście jak to zawsze było ślisko i autobus się spóźnił. Pomijając fakt, że w tym autobusie za ciepło to nie było. Weszliśmy do szkoły zmarznięci. Weszliśmy do klasy i usiedliśmy na swoich miejscach. Lekcje były nudne ale mieliśmy spóźnione Mikołajki szkolne. Kolejny pajac przebrał się za Mikołaja i rozdawał cukierki. W szatni zapytałam Tori czy nie idzie ze mną na zakupy. To było głupie pytanie bo Wiktoria uwielbia zakupy, sklepy i wszystko co się z tym wiążę. Z uśmiechem na twarzy szybko założyła kurtkę i ruszyłyśmy w stronę centrum. Zaczepili nas Michał z Jaśkiem.
- A wy gdzie nie do domu? - zapytał Michał
- Nie, bo co - zapytałam chłopaka
- Nic, my po prostu martwimy się o was - zaczął Jaś
- Jesteście cudowni ale nie potrzebujemy ochroniarzy - powiedziała Tori i szybkim krokiem zaczęłyśmy iść po czym skręcać w różne uliczki żeby chłopaki nie wiedzieli gdzie idziemy.
Perspektywa Janka
- Czy myślisz o tym samym co ja? - zapytał mnie z uśmiechem Michał
- Jeśli myślisz żebyśmy poszli na kebaba to tak! - klasnąłem entuzjastycznie w dłonie
- To też, ale miałem na myśli żeby je śledzić będzie niezła zabawa, a jeśli nam się znudzi to pójdziemy na kebaba - powiedział szeptem tak żeby nikt nas nie usłyszał
- Aaaaa Spoko będzie śmiesznie - zaśmiałem się i ruszyliśmy śladem dziewczyn.
Można przewidzieć ich kroki. Skoro kierują się w ciasne, kręte uliczki to znaczy, że chcą cię zgubić ale przy pierwszej lepszej okazji wchodzą na wcześniej zaplanowaną trasę i realizują swoje plany. Banał. Dosyć szybko je znaleźliśmy. Weszły do galerii. My tak żeby nas nie zauważyły chodziliśmy za nimi. Dziewczyny wchodziły do sklepików i z nich wychodziły z niczym. To było dziwne tak długo były w jednym z każdych sklepów i z każdego wychodziły bez żadnych toreb po zakupach. Czy to w ogóle możliwe żeby będąc w sklepie nic nie kupić. Po paru godzinach znudziło nam się już je śledzić. Nic ciekawego się nie działo, więc poszliśmy coś zamówić do jakiegoś fastfooda. Gdy usiedliśmy do naszego stolika z za wyskoczyły dziewczyny. Strasznie mnie wystraszyły. Michała pewnie też. Czułem jak serce mi wali.
- A wy nie w domu? - zapytała Wiktoria przysiadając się
- My...yy... właśnie zgłodnieliśmy i postanowiliśmy skoczyć sobie do galerii. Nie możemy? - zadał to pytanie bardziej stanowczym głosem
- Ależ oczywiście, że możecie - uśmiechnęła sią do mnie ciepło Łucja - pozwalam wam także nas śledzić ale wiecie co mi by się znudziło tak chodzić za kimś tyle czasu po nic - ze spokojem w głosie powiedział Lucy, a my aż zbledliśmy. One przez cały czas wiedziały. Nie wiedzieliśmy co im mamy odpowiedzieć. Michał się wyrwał
- Sory mała to dla twojego dobra - powiedział ze spuszczoną głową ale ja widziałem, że ta sytuacja go strasznie bawi
- No przecież braciszku, ja nie jestem pełnoletnia i mogę się zgubić - po jej słowach wszyscy wybuchliśmy śmiechem. Dziewczyny też coś zamówiły i razem zjedliśmy. Gdy mieliśmy już wyjść z galerii zaczepiła nas jakaś blondynka. Miała pełno toreb pełnych zakupów. Szybkim ruchem wręczyła je dziewczynom i się pożegnała.
- Co to miało być? - powiedzieliśmy chórem z Michałem
- Nasze zakupu. Myśleliście, że spędzimy tyle czasu za zakupach i nic nie kupimy? Chyba wam się coś pomyliło - dziewczyny z uśmiechem na twarzy wyszły z budynku, a nas zamurowało.
- Czyli wy od początku wiedziałyście? - powiedział Michał doganiając dziewczyny.
- Od samego początku - uśmiechnęła się do niego Wiki
- Trzeba było pójść na tego kebaba co mówiłem - zaśmiałem się
- Jesteście bardzo przewidywalni - Łucja spojrzała na mnie z uśmiechem
Szliśmy w stronę domu ale Tori musiała wracać do swojego autobusem. Chciała z nią jechać Lucy ale Michał zaproponował, że pojedzie z nią, a dziewczynie aż zaświeciły się światełka w oczach. Spojrzała tajemniczym wzrokiem na Łucje po czym ta stwierdziła, że jest zmęczona i chcę wracać do domu. Pożegnała się z przyjaciółką i zaczęła mnie ciągnąć za ramię abym poszedł z nią. Zanim się spostrzegłem co się dzieję widziałem tylko Wiktorię i Michała wchodzących do autobus.
- Co to miało być? - spytałem promienną Łucję
- Przyjaźnisz się z moim bratem, a ta sprawa dotyczy jego możesz mu coś wypaplać - zaśmiała się
- No weź nic mu nie powiem - błagałem dziewczynę spojrzeniem zbitego psa
- Jeśli będziesz cierpliwy do na pewno się dowiesz - dziewczynę aż rozpierał energia
Chciałem jej pomóc w noszeniu toreb ale ta spoważniał i zabroniła mi ich dotykać. Pożegnaliśmy się przy wyjściu do jej domu. Czułem, że to szansa dla mnie ale nie mogłem się na nic odważyć. Uśmiechnąłem się do niej ciepło i pomachałem jej po czym ona odwzajemniła uśmiech. Próbowała pomachać ale ten ruch uniemożliwiły jej zakupy. Zamknęła drzwi, a ja poszedłem do swojego domu, a następnie pokoju i czekałem na telefon od Michał. Może on coś mi wytłumaczy.
=/\./\= =/\./\= =/\./\=
Kolejny rozdział już jest. Jak wam się podoba? Mam dziś do ciebie prośbę. Tak ciebie ty co w tej chwili czytasz tą notkę. Jeśli ją w ogóle czytasz i także mojego bloga oraz ten rozdział zostaw po sobie ślad. Mały komentarz nic nie kosztuje. Wyraź swoją opinie za to przecież nikt cię nie zlinczuję.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz