sobota, 23 maja 2015

Rozdział 4.

Moim zdaniem ta lekcja trwała nieskończoność. Gdy do moich uszu dobiegł dźwięk głośnego szkolnego dzwonka myślałam, że śnie. Wyszłam z Tori z klasy i ruszyłyśmy na stołówkę, bo była przerwa obiadowa. Poszłyśmy zająć nasze miejsca. Wiktoria szybko skoczyła po sztućce. Ja przejmując inicjatywę zaproponowałam, że przyniosę nasze dania. Jak zwykle do najlepszych potraw to nie należało. Rzadko jem coś ze szkoły. Biorę sobie drugie śniadanie z domu ale dzisiaj zapomniałam. Wracałam z tacą, na której były dwa talerze z jakąś zieloną breją. Byłam jakieś pięć kroków od naszego stolika, gdy nagle wbiegł we mnie jakiś nieznajomy chłopak o ciemnych oczach i włosach. Moje i jego danie wylądowało na mnie.
- Idiota! - wrzasnęłam w jego stronę.
- Hola hola koleżanko, gdybyś nie weszła mi w drogę to miał bym obiad, a teraz zostałem bez jedzenia - posłał mi uśmieszek.
- Odbiło ci! Gdybyś szedł normalnie i nie biegł to byś mnie ominą bez problemu - odpowiedziałam z zażenowaniem.
- ,,bez problemu''! - zacytował mnie - Ciebie nie da się ominąć bez problemu.
Co on sobie myśli?! Nawet mnie nie zna. Momentalnie straciłam ochotę na jedzenie. Odwróciłam się do niego tyłem i ruszyłam z Wiki, która podbiegła do mnie w stronę wyjścia ze stołówki. Nagle poczuła jak ktoś łapię mnie za ramię.
- Gdzie ty idziesz? - chłopak spojrzała na mnie z pytającym spojrzeniem.
- Jak najdalej od Ciebie! - odpowiedziałam.
- Nie mam zamiaru robić coś z tobą! Jak chcesz sprzątaj sobie sam ,,drogi kolego'' - wściekła wyszłam za drzwi. Razem z Tori poszłyśmy do mojej szafki. Na szczęście miałam tam strój od w-fu i mogłam się w łazience przebrać. W kabinie toalety przebierając się narzekałam Wiki na ten incydent:
- Co za palant! Co on sobie myśli? Jakiś idiota i jeszcze mam to sprzątać, gdyby nie on byłabym czysta i nie byłoby sprawy - prawie krzyczałam to mówiąc do przyjaciółki.
- Lucy, spokojnie nie unoś się. Chłopak dziwny jest ale nie jest wart żebyś się przez niego tak denerwował - spokojnym głosem mówiła Tori lekko się podśmiechując.
- Czy ty się śmiejesz? - zapytałam wychodząc z kabiny.
- Taaaak! Musisz przyznać, że to był bardzo śmieszny widok! - wybuchła śmiechem i ja razem z nią.
- Masz racje ale co to właściwie za koleś? - pierwszy raz ktoś mnie tak zdenerwował.
- Może to ten nowy co będzie chodził do naszej klasy? Chociaż to mogłoby być dziwne bo nie widziałam go na żadnych lekcjach dzisiaj - odpowiedział i zamyśliła się.
- Mam nadzieję, że nie spotkam go już dzisiaj więcej - powiedziałam wchodząc na szkolny korytarz w krótkich czarnych spodenkach i białej koszulce na krótki rękaw.
- Nie sądzę - jak zwykle spokojnie odpowiedział mi Tori.
Akurat mieliśmy biologię z naszą wychowawczynią więc można było trochę się wyluzować, bo pani jest spoko. Zawsze można z nią pogadać i uczniowie tak się nie stresują na jej lekcjach. Weszłyśmy do klasy i zajęłyśmy swoje miejsca. Weszła nauczycielka z tym samym kolesiem, z którym kłóciłam się na stołówce ciemnookim brunecie z rozczochraną fryzurą. Stanęła z nim na środku klasy i z uśmiechem oznajmiła:
- Kochani oto wasz nowy kolega, który będzie chodził do waszej klasy - powiedziała
- Skoro jest w naszej klasie to dla czego nie było  go na poprzednich trzech lekcjach? - odezwał się największy mądruś w klasie.
- Ponieważ jest w mojej klasie, a ja postanowiła go przedstawić go wam na naszej lekcji oficjalnie. Proszę przedstaw się - zaproponowała nowemu chłopakowi.
- No elo, jestem Janek będę chodził z wami do klasy cieszycie się? - pytającym spojrzeniem zwrócił wzrok na mnie.
- Proszę niech każdy przedstawi się Jankowi - powiedział wychowawczyni.
Każdy się przedstawił, a nowy zajął miejsce tuż za mną. Co za czubek. Ma tyle wolnych miejsc ale akurat musi usiąść za mną. Nagle usłyszałam moje i jego imię wypowiedziane z ust nauczycielki:
- Łucja i Janek sądzę, że już się znacie po incydencie na obiedzie. Zostaniecie po lekcjach i wysprzątacie całą stołówkę za karę - powiedziała stanowczym głosem
- Co? Nigdy! - zaprotestowałam.
- Bez protestów proszę mi tu. Wy obydwoje narobiliście bałaganu i razem go posprzątacie. Po lekcjach zgłosicie się do pani sprzątaczki ona wam wszystko powie - jak gdyby nigdy nic zaczęła prowadzić lekcję.
Nici z mojej historii o dzienniku Wiktorii. Będę musiała spędzić czas w szkole. Wszystko przez tego idiotę. Ostatnie lekcję minęły bardzo szybko pożegnałam się z Tori  przy wyjściu ze szkoły. Ona wsiadła na rower i pojechała do domu, a ja ociężałym krokiem skierowałam się na stołówkę. W pomieszczeniu był już Janek ze sprzątaczką.
Jeśli jesteśmy w komplecie możecie zaczynać porządki - powiedział sprzątaczka.
Podała nam ścierki, miotły i mopy, a potem wyszła.
- Fajne ciuchy! Dlaczego się przebrałaś? - zażartował Janek
- Nie denerwuj mnie już dzisiaj! Chcę to szybko skończyć i wracać do domu. - odpowiedział
Chłopak nic nie odpowiedział. Zabraliśmy się do roboty. W sumie minęło bardzo szybko myślałam, że będzie się to ciągło w nieskończoność. Oddaliśmy rzeczy sprzątaczce i wyszliśmy ze szkoły. Poszłam na przystanek autobusu spoglądając na godzinę w moim telefonie była 18:05. Spojrzałam na rozkład okazało się, że ostatni autobus był o 18:00. W takich chwilach żałuję, że nie pojechałam do szkoły rowerem.
- Cholera! - krzyknęłam
- Coś się stało? - usłyszałam męski głos zza mich pleców.
- Nic! - odpowiedziałam i ruszyłam w stronę mojego domu.
- Zaczekaj! - słyszałam zdyszany głos chłopaka - Gdzie idziesz?
- Do domu. - odpowiedziałam mu z myślą, że się odczepi.
- To się świetnie składa. Ja mieszkam w tym samym kierunku. - uśmiechnął się gdy w końcu mnie dogonił.
Nie, nie! Krzyczałam w głębi duszy. Nie wytrzymam z nim. Przecież do mojego domu idzie się godzinę. Mam nadzieję, że mieszka gdzieś blisko szkoły, bo jeśli całą drogę będzie mi coś paplał tak jak na stołówce to chyba go zabiję w lesie.


=/\./\= =/\./\= =/\./\=
 
Mamy już 4 rozdział. Jak wam się podoba. Coś mi się wydaję, że Łucja nie przepada za nowym kolegą. Macie jakieś koncepcje co się może stać w drodze powrotnej do domu to piszcie w komentarzach. A tak przy okazji macie pytania wbijajcie tu http://ask.fm/OLEEEOMBREEE
 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz