- Idiota! - wrzasnęłam w jego stronę.
- Hola hola koleżanko, gdybyś nie weszła mi w drogę to miał bym obiad, a teraz zostałem bez jedzenia - posłał mi uśmieszek.
- Odbiło ci! Gdybyś szedł normalnie i nie biegł to byś mnie ominą bez problemu - odpowiedziałam z zażenowaniem.
- ,,bez problemu''! - zacytował mnie - Ciebie nie da się ominąć bez problemu.
Co on sobie myśli?! Nawet mnie nie zna. Momentalnie straciłam ochotę na jedzenie. Odwróciłam się do niego tyłem i ruszyłam z Wiki, która podbiegła do mnie w stronę wyjścia ze stołówki. Nagle poczuła jak ktoś łapię mnie za ramię.
- Gdzie ty idziesz? - chłopak spojrzała na mnie z pytającym spojrzeniem.
- Jak najdalej od Ciebie! - odpowiedziałam.
- Nie mam zamiaru robić coś z tobą! Jak chcesz sprzątaj sobie sam ,,drogi kolego'' - wściekła wyszłam za drzwi. Razem z Tori poszłyśmy do mojej szafki. Na szczęście miałam tam strój od w-fu i mogłam się w łazience przebrać. W kabinie toalety przebierając się narzekałam Wiki na ten incydent:
- Co za palant! Co on sobie myśli? Jakiś idiota i jeszcze mam to sprzątać, gdyby nie on byłabym czysta i nie byłoby sprawy - prawie krzyczałam to mówiąc do przyjaciółki.
- Lucy, spokojnie nie unoś się. Chłopak dziwny jest ale nie jest wart żebyś się przez niego tak denerwował - spokojnym głosem mówiła Tori lekko się podśmiechując.
- Czy ty się śmiejesz? - zapytałam wychodząc z kabiny.
- Taaaak! Musisz przyznać, że to był bardzo śmieszny widok! - wybuchła śmiechem i ja razem z nią.
- Masz racje ale co to właściwie za koleś? - pierwszy raz ktoś mnie tak zdenerwował.
- Może to ten nowy co będzie chodził do naszej klasy? Chociaż to mogłoby być dziwne bo nie widziałam go na żadnych lekcjach dzisiaj - odpowiedział i zamyśliła się.
- Mam nadzieję, że nie spotkam go już dzisiaj więcej - powiedziałam wchodząc na szkolny korytarz w krótkich czarnych spodenkach i białej koszulce na krótki rękaw.
- Nie sądzę - jak zwykle spokojnie odpowiedział mi Tori.
Akurat mieliśmy biologię z naszą wychowawczynią więc można było trochę się wyluzować, bo pani jest spoko. Zawsze można z nią pogadać i uczniowie tak się nie stresują na jej lekcjach. Weszłyśmy do klasy i zajęłyśmy swoje miejsca. Weszła nauczycielka z tym samym kolesiem, z którym kłóciłam się na stołówce ciemnookim brunecie z rozczochraną fryzurą. Stanęła z nim na środku klasy i z uśmiechem oznajmiła:
- Kochani oto wasz nowy kolega, który będzie chodził do waszej klasy - powiedziała
- Skoro jest w naszej klasie to dla czego nie było go na poprzednich trzech lekcjach? - odezwał się największy mądruś w klasie.
- Ponieważ jest w mojej klasie, a ja postanowiła go przedstawić go wam na naszej lekcji oficjalnie. Proszę przedstaw się - zaproponowała nowemu chłopakowi.
- No elo, jestem Janek będę chodził z wami do klasy cieszycie się? - pytającym spojrzeniem zwrócił wzrok na mnie.
- Proszę niech każdy przedstawi się Jankowi - powiedział wychowawczyni.
Każdy się przedstawił, a nowy zajął miejsce tuż za mną. Co za czubek. Ma tyle wolnych miejsc ale akurat musi usiąść za mną. Nagle usłyszałam moje i jego imię wypowiedziane z ust nauczycielki:
- Łucja i Janek sądzę, że już się znacie po incydencie na obiedzie. Zostaniecie po lekcjach i wysprzątacie całą stołówkę za karę - powiedziała stanowczym głosem
- Co? Nigdy! - zaprotestowałam.
- Bez protestów proszę mi tu. Wy obydwoje narobiliście bałaganu i razem go posprzątacie. Po lekcjach zgłosicie się do pani sprzątaczki ona wam wszystko powie - jak gdyby nigdy nic zaczęła prowadzić lekcję.
Nici z mojej historii o dzienniku Wiktorii. Będę musiała spędzić czas w szkole. Wszystko przez tego idiotę. Ostatnie lekcję minęły bardzo szybko pożegnałam się z Tori przy wyjściu ze szkoły. Ona wsiadła na rower i pojechała do domu, a ja ociężałym krokiem skierowałam się na stołówkę. W pomieszczeniu był już Janek ze sprzątaczką.
Jeśli jesteśmy w komplecie możecie zaczynać porządki - powiedział sprzątaczka.
Podała nam ścierki, miotły i mopy, a potem wyszła.
- Fajne ciuchy! Dlaczego się przebrałaś? - zażartował Janek
- Nie denerwuj mnie już dzisiaj! Chcę to szybko skończyć i wracać do domu. - odpowiedział
Chłopak nic nie odpowiedział. Zabraliśmy się do roboty. W sumie minęło bardzo szybko myślałam, że będzie się to ciągło w nieskończoność. Oddaliśmy rzeczy sprzątaczce i wyszliśmy ze szkoły. Poszłam na przystanek autobusu spoglądając na godzinę w moim telefonie była 18:05. Spojrzałam na rozkład okazało się, że ostatni autobus był o 18:00. W takich chwilach żałuję, że nie pojechałam do szkoły rowerem.
- Cholera! - krzyknęłam
- Coś się stało? - usłyszałam męski głos zza mich pleców.
- Nic! - odpowiedziałam i ruszyłam w stronę mojego domu.
- Zaczekaj! - słyszałam zdyszany głos chłopaka - Gdzie idziesz?
- Do domu. - odpowiedziałam mu z myślą, że się odczepi.
- To się świetnie składa. Ja mieszkam w tym samym kierunku. - uśmiechnął się gdy w końcu mnie dogonił.
Nie, nie! Krzyczałam w głębi duszy. Nie wytrzymam z nim. Przecież do mojego domu idzie się godzinę. Mam nadzieję, że mieszka gdzieś blisko szkoły, bo jeśli całą drogę będzie mi coś paplał tak jak na stołówce to chyba go zabiję w lesie.
=/\./\= =/\./\= =/\./\=
Mamy już 4 rozdział. Jak wam się podoba. Coś mi się wydaję, że Łucja nie przepada za nowym kolegą. Macie jakieś koncepcje co się może stać w drodze powrotnej do domu to piszcie w komentarzach. A tak przy okazji macie pytania wbijajcie tu http://ask.fm/OLEEEOMBREEE
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz